Gołębie

Za moich czasów to ptaki miały szacunek do ludzi, nie to co teraz. Idziesz sobie panie ulicą, jak porządny obywatel, nie jakiś lewak a te gołębie nawet przejść nie dadzą. Buja się taki, kołysze głową i tupta po chodniku jakby zapomniał, że ma skrzydła i jego miejsce jest trochę wyżej. Jak już poczuje czubek mojego buta na swoim upierzonym kuprze to łaskawie poderwie się do lotu ale nie w panice, nie z poczuciem zagrożenia czy winy. Zatrzepocze skrzydłami i przeleci obok czoła jakby chciał na pożegnanie klepnąć skrzydłem w mój policzek krzycząc „uważaj jak leziesz, chamie!”.

A jeszcze jak te bulgoczące ptaszyska wyczuwają jedzenie, nie można już nic spokojnie na mieście zjeść bo zaraz jakiś zwiadowca na dachu wypatrzy, da sygnał reszcie, moment i pod nogami kręci się cała chmara pierzastych żebraków. Tak będą się prężyć, dziobać buty, latać wokoło kebaba aż ucieknę gdzieś pod dach albo szybko zjem co moje. Ta druga opcja jest niezwykle ryzykowna, przysiągłbym, że niektóre gołębie patrzą się na mnie jakby chciały wyrwać mi z ręki całą bułę narzekając jeszcze, że nie wziąłem sosu arabskiego tylko czosnkowy.  Czekam tylko na dzień gdy któryś to zrobi.

Jedzą te zwierzęta takie wynalazki i chyba przez to im się w dupach poprzewracało. Dosłownie! Przecież ci terroryści mają coś nie tak z metabolizmem, myślę, że ktoś z mądrych ludzi powinien zająć się wynalezieniem ptasiego Stoperanu bo ilość produkowanego przez gołębie kałomoczu przechodzi ludzkie pojęcie. Oczywiści szczyt ich nieżytu żołądkowo-jelitowego przypada na dzień gdy ja idę na ważną uroczystość ustrojony w najlepsze ciuchy. Robię pierwszy krok przed dom, rozglądam się uważnie, teren wygląda na czysty. Przemykam powoli, unikając drzew, słupów elektrycznych, wystających elementów budynków. Niestety, te dranie zawsze mnie wypatrzą. Ni stąd ni zowąd, (gołębie to przecież nie Luftwaffe, że słychać je z kilku kilometrów) zostaję zbombardowany biało-szarą mazią. Pierwszy unik, wolta, salto i ślizg pod samochodem. Już blisko, jestem prawie u celu gdy nagle na głowie ląduje mi kupsko zdające się pochodzić co najmniej spod bocianiego kupra. Nic bardziej mylnego, na nieboskłonie wesoło przemyka sobie zwykły, polski gołąb krzycząc na cały dziób: „HEADSHOT!”

2 myśli na temat “Gołębie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *