God Save The Queen

Staram się być zawsze człowiekiem tolerancyjnym, rozumiem ludzką różnorodność, doceniam posiadane pasje. Sam, wieczorami robię rzeczy, które znaczny odsetek społeczeństwa nazwałby niepotrzebnymi i nudnymi. Mimo wszystko, nie mogę zrozumieć ogólnego zainteresowania sprawami będącymi najwyżej trzeciorzędnymi tematami jeżeli chodzi o wpływ na nasze życie.

W głównej mierze piję do ostatnich wydarzeń w Wielkiej Brytanii. Urodziło im się dziecko, nie zwykłe dziecko lecz „royal baby”. Oczywiście nie obyło się bez wielkiego szumu przed i po, odnosiłem wrażenie, że dziennikarze chętnie wsadziliby tej księżnej sondę dopochwową by przeprowadzić wywiad z rozwijającym się płodem. Gdy ciąża się rozwiązała, nagle nastąpił wysyp wiadomości zawierających niebagatelne sprawy – płeć, imię, jak czuje się księżna, księciunio, królowa i wujek John z Zadupiszczeshire. Ciężko było tego nie zauważyć skoro na każdym portalu, wielki, czerwony napis „PILNE!” walił po oczach niczym neon w Las Vegas. Osobiście, zadaję sobie tylko jedno pytanie – kogo to wszystko obchodzi? Przecież dzieci na świecie rodzi się od licha i trochę, nie sądzę by koronowany bobasek był ważniejszy niż zwykły Pawełek co przyszedł na świat w Radomiu. Dlaczego więc ludzie podniecają się, że komuś w końcu puściły wody? Ja bym się tak własną żoną nie przejmował jak dziennikarze księżną.

Cały Internet roi się od rzeczy, które obiektem społecznego zaintrygowania stają się z nieznanych mi powodów. Najbardziej widocznym tego przykładem są portale plotkarskie, w które zamieniają się nawet niegdyś poważne serwisy. Kto z kim jest, kto kogo przeleciał, kto jest w ciąży, kto ma cellulit, kto przytył a kto schudł. Akurat gdy to piszę, najważniejszą informacją na Onecie jest lista jurorów Voice of Poland (co to w ogóle jest?). Niesamowita wiadomość! TL;DR…

Nie interesuję się polityką, gotowaniem, odchudzaniem i nawet nieszczególnie sportem. Mimo wszystko, doceniam te tematy, w większości coś wnoszą, choć z fanami polityki nie chcę mieć nic wspólnego i unikam rozmowy o niej jak ognia. Nie zmienia to faktu, iż powyższe treści mogą stanowić czyjąś pasję i potrafię zrozumieć gdy ktoś czyta o najnowszej diecie powietrznej. Niestety, mój mały móżdżek nie ogarnia jak można jarać się tym co założyła na dupę „gwiazda” krocząca po czerwonym dywanie. Jakby odsłoniła tyłek to zrozumiałbym wartość newsa!

Tak smakuje życie

Tak się zastanawiam, czy kubki smakowe mogą się zestarzeć? Co przynoszę zakupy ze sklepu i zatapiam kły w zakupionym produkcie spożywczym, przekonuję się, że tak. Możecie mówić, że narzekam jak grzyb ale moim zdaniem, poniższe rzeczy to już nie ten sam smak co lata temu.

Pomidory – Kiedyś to były prawdziwe warzywa, nawet te sklepowe. Pomidor jaki jest, każdy widzi, kupa w nim wody i nie powala jakimś super wyrazistym smakiem. Mimo https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcS_ZebFcAenXUUffgo8WSJaTdOVqQXkuvampFR0KCiy1UTrbh_Pwszystko, to co teraz leży na sklepowych półkach w niczym nie przypomina pomidorasa sprzed lat. Dzisiaj to raczej kranówa z wymaczanymi weń pestkami czerwonego warzywa. Pamiętam jak kilka lat temu jadło się kromki chleba z plasterkami pomidora i naprawdę można było poczuć smak. A obecnie? Najwyżej jak nawalisz kilo keczupu to doświadczysz pomidora.

Czekolada Wedel – Niegdyś niekwestionowana królowa czekolad, delikatna, rozpływająca się w ustach i pełna kakaowo-mlecznego smaku. Dziś… Cóż, może to tylko moje wrażenie ale gryząc tabliczkę wedlowskiego wyrobu czuję jakbym żuł kostkę cukru oblaną czekoladą. Charakterystyczna delikatność wciąż pozostała ale wypada blado przy np. Milce.

Budyń – Wciąż szukam tego, co pamiętam z dzieciństwa – gęsta, kleista, przypominająca zaprawdę murarską breja rażąca wanilią język i nozdrza. Można było jeść i jeść. Dzisiejsze, proszkowe „coś” jest praktycznie takie samo, ujmując jedynie smak i zapach wanilii.

Mleko – Tu będę stronniczy, gdyż dane mi było zapijać się mlekiem prosto od krowy i znam jego prawdziwy smak (sraczkę po nim także). Wiem, że biała ciecz prhttps://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTzXijUKXHKGrR2efMWEuQjc3GEHRhA0HZe4TAuJegSG1-adIXuosto z wymion nie jest zdrowa lecz nie zmienia to faktu, iż procentowe siuśki z kartonów powinny nazywać się najwyżej „produktem mlekopodobnym”. Aż dziw, że krasule nie zgłosiły jeszcze do Unii skargi na nadużywanie nazwy ich wytworu.

Kiełbasa – Przyznam bez bicia, że jeżeli już kupuję kiełbasę to najczęściej kieruję się ceną. Ostatnio jednak, postanowiłem poświęcić parę złotych i kupić coś droższego. Żałuję. Nadal nie czułem tam kiełbasy, którą zajadałem się kilka lat temu. Co prawda, ta ekskluzywna była suchsza niż tańsza lecz nadal smakowała jak posolony, rozmoczony karton.

Top chips’y – Gdy Biedronka rozpoczynała szturm na nasz, rodzimy handel byłem jeszcze gimnazjalistą. Jak każdy przedstawiciel tej grupy wiekowej, zajadałem się niezdrowym produktem (ponoć) ziemniaczanym, który słynął tym, że od początku istnienia opatrzony był opisem „25% gratis!”. Różnica jest taka, że w czasach mej młodości na pół kilo http://www.mm.pl/~guitarman/topchips.JPGchipsów sypano ze dwie szczypty soli. Smakowało to obrzydliwie nijako ale po zapiciu Tęczową Colą zapominało się, że cokolwiek się jadło. Dziś „Topy” smakują niebo lepiej ale stały się produktem klasy średniej, to już nie posiłek ludzi ulicy.

Żywiec – Złośliwi powiedzą, że jestem po prostu przepity ale zdania nie zmienię – Żywiec nie jest Żywcem. Jeszcze kilka lat temu, gdy zaczynałem dopiero pijacką karierę Żywiec stanowił produkt elitarny, drogi jak na piwo ale wart swej ceny. Piło się go wyłącznie dla smaku. Dzisiejszy wyrób żywieckiego browaru to piwo jedno z wielu, zupełnie nieróżniące się od Tyskiego, Heinekena czy dziesiątek innych sikaczy.

Here’s Johnny!

Godzina 00:43. Zamykam laptopa z głośnym trzaskiem. Przysiadam na łóżku opierając łokcie na kolanach i wpatruję się w podłogę. „Już więcej nie zagram w to gówno!” – składam sobie obietnicę wiedząc, że jej nie spełnię. Następnego dnia, na godzinkę przed snem znów odpalę Silent Hill 2 kuląc się ze strachu już na sam dźwięk wybierania „load game” w głównym menu.Homecoming

Pomyślałbym, że coś jest ze mną nie tak jeśli na własne życzenie pcham się w ciasne uliczki opętanego złem miasta, obierając najkrótszą drogę ku zawałowi. Spójrzmy na to z innej strony, większość z nas ogląda horrory, przynajmniej czasami. Troszkę mniej ludzi je czyta, jeszcze mniej w nie gra. Poza tym, rzesza śmiałków, każdego dnia oddaje się mrożącej krew w żyłach pasji typu: skoki na bungee, wspinaczka wysokogórska, spadochroniarstwo. Rozpatrując wszelkie aspekty „strachu” jako uczucia jest to zachowanie nielogiczne, wręcz autodestrukcyjne.

Strach jest pierwotnym stanem charakterystycznym nie tylko dla człowieka ale i innych zwierząt. Jest on ściśle związany z nadchodzącym zagrożeniem, ma na celu motywowanie do ucieczki lub walki. Jak wszyscy dobrze wiemy, nie stanowi uczucia zbyt przyjemnego – skurcze mięśni brzucha, więźnięcie krtani, drżenie dłoni, wypieki na policzkach, parcie na mocz i kał, pocenie się, gęsia skórka i ponad wszystko myślowy miszmasz w głowie. Mimo to, ludzie chcą się bać. Czyżby znudzenie otaczającym światem i chęć doświadczenia czegoś bardziej emocjonującego niż codzienne wyjście do pracy? Może jedynie potrzeba sprawdzenia się i pokazania sobie i wszystkim własnej odwagi? W końcu, próba zagłuszenia realnych lęków przez te wyimaginowane, obecne jedynie na ekranie?

Jak sądzę, ilu miłośników gcry of fearrozy, tyle odpowiedzi. Dla mnie osobiście, strach jest najlepszą ucieczką od codzienności, od pospolitego zobojętnienia. Grając w takie gry jak Silent Hill, Cry of Fear, Slender czy Resident Evil (tej akurat nie polecam) w końcu czuję coś silnego, nieważne, iż to nieprzyjemne, okropne wręcz, grunt, że pozwala zapomnieć o wszystkim co się dzieje i co się dziać będzie. Gdy odpalam .exe ze Slenderem, muszę tylko znaleźć te karteczki, nic więcej się nie liczy. Przez to, że boję się śmiertelnie tego anorektyka w garniaku, nie mogę myśleć o niczym innym. Gdy mnie już złapie, wszystko rozpływa się jak herbata z rozbitej szklanki pozostawiając jedynie obawy realnego świata.

Strasznie denerwuje mnie podejście ludzi do definicji prawdziwej grozy. Ostatnimi czasy „Martwe zło”, remake starego horroru reklamował się hasłem: „nie było jeszcze tak przerażającego filmu”. Miałem wątpliwą przyjemność oglądać to badziewie i ledwie dotrwałem do końca. Jedyne co w tym filmie miało straszyć to hektolitry krwi, flaki na ścianie i efektowne zbliżenia na przedmioty wnikające w ciała bohateDark Waterrów. Co w tym niby przerażającego? Dużo lepszym horrorem jest już „Mama”, gdzie napięcie budowane jest przez wspólne starania twórców muzyki, operatorów kamery oraz aktorów. Posoki tam jak na lekarstwo, co bardzo się chwali. Sęk w tym by bać się wyjrzeć za róg, mimo pewności, że nic tam nie ma.

Gdyby ktoś miał ochotę, wrzucam kilka propozycji komputerowo/filmowych. Uwaga, faceci korzystający z nich w towarzystwie kobiet mają przytulanie w pakiecie!

  1. Silent Hill (kto by się spodziewał!)
  2. Cry of fear
  3. Sanitarium
  4. Left for dead
  5. Amnesia
  1. Lśnienie (Kubrick’a)
  2. Egzorcysta
  3. Rec.
  4. Dark water
  5. Coś

What a wonderful world

Mówi się, że cudów nie ma. Śmiem się z tym nie zgodzić, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że cały świat to jeden, ogromny cud. Wystarczy tylko dobrze się przyjrzeć.

Nie musimy sięgać wzrokiem daleko, zacznijmy od ciebie. Tak, ty co czytasz te słowa. Twoje życie zaczęło się od połączenia plemnika i komórki jajowej. Gameta męska to jedynie zlepek cukru, białka i DNA, podobnie zresztą jak gameta żeńska. Nic nie znaczy, nie myśli a budowę ma skomplikowaną na równi z kawałkiem naskórka, który fruwa po twoim pokoju. Gdy dochodzi do zapłodnienia, zygota powstała z połączenia plemnika i komórki jajowej jest mniejsza niż kropka na końcu tego zdania. Na początku swego bytowania na tym świecie, jesteś tak malutki, że nie da się ciebie zgnieść butem. Rośniesz, rozwijasz się, w końcu wychodzisz z matczynego łona wzbogacony o mózg, serce, narządy rozrodcze i parę innych organów. Żyjesz i możesz czytać ze zrozumieniem mojego bloga, możesz wziąć karabin i wszystkich wystrzelać, możesz zadzwonić do kogoś i powiedzieć, że go kochasz. Zaczynałeś od kapki węglowodanów i aminokwasów. Uważasz, że to nie jest cud?

Jak sądzę, przewijając tę stronę kręcisz scrollem. Zwykle nikt nie zwraca na to uwagi, przecież to nic wielkiego. Pomyśl, żeby móc wykonać taki ruch musi zadziać się wiele, fantastycznych rzeczy. Po pierwsze, ty musisz dać impuls żeby ruszyć palcem. Tak, właśnie ty choć nawet o tym nie myślisz. Komórki nerwowe synapsami przekazują sobie elektryczny liścik, w końcu trafia on do mięśni. Wbrew pozorom, nie działa to jak zwykły prąd, teraz dopiero zaczyna się cała zabawa. Trzeba aktywować kanały wapniowe, wydzielić jakąś cholinę, uruchomić pompy sodowo-potasowe, uwolnić jony wapnia. W końcu troponina musi umożliwić przyłączenie się miozyny do włókien aktynowych. Aktyna przesuwa się względem miozyny przy użyciu ATP i ADP. Właśnie przekręciłeś scroll. Lecz przecież nic w tym wielkiego, prawda mój cudzie?

Spójrz na to co cię otacza, na rośliny, zwierzęta czy zwykłe przedmioty. Teraz spróbuj je zrozumieć, poznać, nie musisz znać biologicznych pojęć, bardzo prawdopodobne, że powyżej zrobiłem jakieś błędy. Gdy weźmiesz do ręki garść ziemi, trzymać będziesz miliony istnień – bakterie, grzyby, obleńce, płazińce i takie tam. Zastanów się tylko jak bardzo to wszystko jest skomplikowane, ile procesów musi zajść by z nasionka wyrosło kilkumetrowe drzewo, co musi się zadziać by narodził się pająk wiszący na pajęczynie w kącie twojego pokoju albo ile trudu trzeba włożyć w stworzenie klamry paska opinającego twój brzuch. Faktycznie, nie są to cuda, to tylko nauka. Właśnie ona jest cudowna.

Dymorfizm płciowy

Jak to się ludzie, żyjący na tym świecie zmieniają to ciężko ogarnąć. Kiedyś kobiety były kobietami a mężczyźni mężczyznami, nikomu to nie przeszkadzało dopóki… no właśnie, dopóki co?

Znaleźć dziś kobietę, która ma męskie zainteresowania, żłopie piwsko, ogląda piłkę nożną i gra w gry to żaden problem. Dopaść już taką, co potrafi zrobić porządnego schabowego, ukisić ogórka (warzywo takie, cymbały!) czy zrobić dżem truskawkowy to już cholerny problem. W Internecie roi się od napaleńców szukających fajnej dziewczyny co pogra z nimi w Fifę ale ile można pykać na konsoli gdy w brzuchu burczy? Teraz przedstawicielki płci (ponoć) pięknej korzystają w pełni z wolności obyczajowej i dotrzymują we wszystkim kroku mężczyznom, a ja, człowiek staroświecki nie lubię takiego postępowania. Kobieta to, mimo wszystko kobieta, powinna różnić się od mężczyzny i nawet mając takie same prawa jak facet nie powinna w pełni z nich korzystać. Powód jest prozaiczny, wiele cech charakterystycznych dla samców jest uwłaczających dla jakiegokolwiek człowieka, niezależnie od płci. Pech chce, że w piątkowe wieczory zwykle pracuję do późna i wracając z fabryki często widuję słaniające się na nogach „laski”, wykrzykujące na całą wioskę słowa co najmniej niekulturalne. Czy to jest fajne? Wcale. Może urodziłem się nie w tym wieku co trzeba lecz samo słowo „kobieta” brzmi wciąż delikatnie i takie powinno pozostać.

Mężczyźni za to idą zupełnie w drugą stronę. Coś się poprzestawiało i faceci coraz częściej przypominają ofiary spartaczonej operacji zmiany płci, taki ni to pies ni wydra. Nie muszę chyba tłumaczyć co mnie denerwuje w ubiorze ówczesnych mężczyzn, już sam pomysł by wsadzić na męską dupę obcisłe rurki zasługuje na obyczajową Złotą Malinę. Inna kwestia, że widzę znaczną, fizyczną przeszkodę w zakładaniu takich galotów – mężczyzna ma przecież więcej między nogami niż kobieta. Jak można naciągnąć rurki tak by klejnotów nie było widać? Wciskają je między uda? Zresztą, sam ubiór to nie wszystko. Mężczyźni coraz rzadziej parają się typowo męskimi pracami, najczęściej poza zasięgiem ich zdolności jest przybicie gwoździa czy wywiercenie dziury w ścianie. Za to gotowanie, taniec czy dobieranie stroju przez godzinę jest już na porządku dziennym. Rozumiem, każdy ma swoje zainteresowania. Nie zdziwcie się jednak panowie jeśli kobiety będą się frustrować przy dłuższym związku, ciepły i romantyczny chłopak jest dobry na kilka miesięcy ale na co komu nieżyciowa ciapa, która zamiast iść na siłownię pisze pedalskiego bloga?

Ups.

W każdym bądź razie, świat się zmienia na gorsze lub na lepsze ale niech płeć pozostanie płcią mimo równouprawnienia, feminizmu i homoseksualizmu. Czy komuś naprawdę przeszkadza podział ról społecznych? Przecież mężczyzna lubi dobrze zjeść a kobieta uwielbia gdy ściany są fachowo odmalowane. Dlaczegoż więc się nie wymieniać?