Here’s Johnny!

Godzina 00:43. Zamykam laptopa z głośnym trzaskiem. Przysiadam na łóżku opierając łokcie na kolanach i wpatruję się w podłogę. „Już więcej nie zagram w to gówno!” – składam sobie obietnicę wiedząc, że jej nie spełnię. Następnego dnia, na godzinkę przed snem znów odpalę Silent Hill 2 kuląc się ze strachu już na sam dźwięk wybierania „load game” w głównym menu.Homecoming

Pomyślałbym, że coś jest ze mną nie tak jeśli na własne życzenie pcham się w ciasne uliczki opętanego złem miasta, obierając najkrótszą drogę ku zawałowi. Spójrzmy na to z innej strony, większość z nas ogląda horrory, przynajmniej czasami. Troszkę mniej ludzi je czyta, jeszcze mniej w nie gra. Poza tym, rzesza śmiałków, każdego dnia oddaje się mrożącej krew w żyłach pasji typu: skoki na bungee, wspinaczka wysokogórska, spadochroniarstwo. Rozpatrując wszelkie aspekty „strachu” jako uczucia jest to zachowanie nielogiczne, wręcz autodestrukcyjne.

Strach jest pierwotnym stanem charakterystycznym nie tylko dla człowieka ale i innych zwierząt. Jest on ściśle związany z nadchodzącym zagrożeniem, ma na celu motywowanie do ucieczki lub walki. Jak wszyscy dobrze wiemy, nie stanowi uczucia zbyt przyjemnego – skurcze mięśni brzucha, więźnięcie krtani, drżenie dłoni, wypieki na policzkach, parcie na mocz i kał, pocenie się, gęsia skórka i ponad wszystko myślowy miszmasz w głowie. Mimo to, ludzie chcą się bać. Czyżby znudzenie otaczającym światem i chęć doświadczenia czegoś bardziej emocjonującego niż codzienne wyjście do pracy? Może jedynie potrzeba sprawdzenia się i pokazania sobie i wszystkim własnej odwagi? W końcu, próba zagłuszenia realnych lęków przez te wyimaginowane, obecne jedynie na ekranie?

Jak sądzę, ilu miłośników gcry of fearrozy, tyle odpowiedzi. Dla mnie osobiście, strach jest najlepszą ucieczką od codzienności, od pospolitego zobojętnienia. Grając w takie gry jak Silent Hill, Cry of Fear, Slender czy Resident Evil (tej akurat nie polecam) w końcu czuję coś silnego, nieważne, iż to nieprzyjemne, okropne wręcz, grunt, że pozwala zapomnieć o wszystkim co się dzieje i co się dziać będzie. Gdy odpalam .exe ze Slenderem, muszę tylko znaleźć te karteczki, nic więcej się nie liczy. Przez to, że boję się śmiertelnie tego anorektyka w garniaku, nie mogę myśleć o niczym innym. Gdy mnie już złapie, wszystko rozpływa się jak herbata z rozbitej szklanki pozostawiając jedynie obawy realnego świata.

Strasznie denerwuje mnie podejście ludzi do definicji prawdziwej grozy. Ostatnimi czasy „Martwe zło”, remake starego horroru reklamował się hasłem: „nie było jeszcze tak przerażającego filmu”. Miałem wątpliwą przyjemność oglądać to badziewie i ledwie dotrwałem do końca. Jedyne co w tym filmie miało straszyć to hektolitry krwi, flaki na ścianie i efektowne zbliżenia na przedmioty wnikające w ciała bohateDark Waterrów. Co w tym niby przerażającego? Dużo lepszym horrorem jest już „Mama”, gdzie napięcie budowane jest przez wspólne starania twórców muzyki, operatorów kamery oraz aktorów. Posoki tam jak na lekarstwo, co bardzo się chwali. Sęk w tym by bać się wyjrzeć za róg, mimo pewności, że nic tam nie ma.

Gdyby ktoś miał ochotę, wrzucam kilka propozycji komputerowo/filmowych. Uwaga, faceci korzystający z nich w towarzystwie kobiet mają przytulanie w pakiecie!

  1. Silent Hill (kto by się spodziewał!)
  2. Cry of fear
  3. Sanitarium
  4. Left for dead
  5. Amnesia
  1. Lśnienie (Kubrick’a)
  2. Egzorcysta
  3. Rec.
  4. Dark water
  5. Coś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *