Ze mną nie pogadasz?

Każdy z nas był choć raz na rodzinnej uroczystości. Szału zwykle nie ma, takie tam pitu pitu i szczerzenie wafla do wszystkich z nadzieją, że szwagier nie wróci z kolejną flaszką bo zjedzony godzinę temu tatar już puka do bram przełyku. Jest jednak osoba, o której mało kto pamięta a zawsze, ale to zawsze musi być obecna na uroczystości.

Niezidentyfikowana ciotka. Spotkacie ją na każdym weselu, chrzcinach, komunii. Jest to osoba w wieku 60-65 lat z twarzą naznaczoną zmarszczkami ukrytymi pod tonami tapety. Ciotka niezależnie od okazji wbija na swe oblane nadwagą ciało sukienkę w kwiatki, która wyszła z mody w czasach Kazimierza Wielkiego. Jeżeli nieopatrznie zaplączecie się kobiecie pod nogami możecie być pewni, iż rozmowa potoczy się mniej więcej tak:

 – Oooooo! <Tu wstaw swoje imię. Chyba że masz rodzeństwo tej samej płci, wtedy wstaw imię brata/siostry>! Jak ja cię dawno nie widziałam.

– Dzień dobry…

Oczywiście większość z nas pomyśli: “who the fuck are you?”. Jednak nie ma sensu pytać, po pierwsze nikogo to nie obchodzi a po drugie… po co inne powody?

– Jak ty wyrosłeś! Pamiętam jak byłeś o, taki malutki.

– <Śmiej się głupio>

Tutaj dochodzimy do przyczyny amnezji – skoro byłem bobasem to przecież nie odróżniałem świni od samolotu a co dopiero ciotkę A od ciotki B.

Co tam u ciebie słychać? Uczysz się? Pracujesz?

– No… uczę się i pracuję. Wie ciocia.

– Studiujesz?

Nie, uczę się Kung-fu i tańca towarzyskiego.

– Tak, studiuję <coś tam>logię.

– To dobrze. A gdzie pracujesz?

W tym momencie trzeba ostrożnie. Jak podasz nazwę firmy bez odpowiedniego wytłumaczenia to możesz nadziać się na taką minę ciotki: O_o co tylko wydłuża konwersację.

– A siedzę przy komputerze, telefony odbieram.

– Aaaa, kompjutery. Mój Stasiek też pracuje na kompjuterach, szkołę skończył i się będzie żenił. A mój Krzysio…

Darujmy dalszy ciąg, w każdym razie dowiadujemy się wszystkiego o dzieciach, wnukach i psach cioci. Podejrzewam, że mamy czuć się zazdrośni ale sam nie wiem. Mimo wszystko, trzeba przytakiwać i broń boże nie drążyć tematu.

Po przydługim wywodzie przychodzi pora na gwóźdź programu. Panie i panowie, oto przed wami pytanie będącą gwiazdą wśród gwiazd, jedyne, które pojawia się przy każdej okazji i zawsze zwala z nóg! <werbel>

– A ty się nie żenisz?

– Nie tam…

– A ja to w twoim wieku już po ślubie byłam, trójkę dzieci chowałam, krowy, świnie, pracowałam na pięć etatów a w wolnych chwilach byłam łączniczką Armii Krajowej. Teraz to inne czasy.

– Taaaaakże tego…

– Takie to życie.

– Taaaa… Ja to muszę iść tam bo… ten… zostawiłem chyba żelazko na gazie więc…

– Idź, idź. A przyjedziesz do nas kiedy?

Niby gdzie, kobieto?

– Jak tylko będę miał trochę wolnego.

– Przyjedź, przyjedź. Wujek Maurycy zawsze o ciebie pyta.

No przecież! Wujek Maurycy! Ni cholery nie znam człowieka.

– Dobrze ciociu, postaram się.

– No, to pozdrów mamę i tatę ode mnie.

XD

– Pozdrowię na pewno. Do widzenia.

– Do widzenia <Tu wstaw swoje imię. Chyba że masz więcej rodzeństwa tej samej płci, wtedy wstaw imię kolejnego brata/siostry>.

Nie odwracaj się i idź gdziekolwiek, byle za winkiel. Nie zapomnij zapytać mamy kto to do jasnej ciasnej był.

W dechę sąsiad

Jak świat długi i szeroki, choćbyś mieszkał na Grenlandii, w Kalifornii czy w Mszanie Dolnej zawsze obok musi osiedlić się najbardziej wnerwiający typ – sąsiad Mirek.

W obecnym miejscu kwateruję się jakieś 3 miesiące. Zdążyłem w tym czasie poznać przemiłego sąsiada o wyglądzie i aparycji sąsiada typowego. Zgadliście, koleś jest chudy jak szczapa ale znaczy mu się solidny mięsień piwny nad, którym wznoszą się obwisłe piersi oprószone nutką kędziorów. Wiem to wszystko gdyż sąsiad uwielbia paradować przed domem w samych spodenkach. Oczywiście, aby jeszcze bardziej wpasować się w ogólnie przyjęty model, dżentelmen ten nosi krzaczasty wąs pod nosem i nazywa się – jakby inaczej, Mirek.

Pan Mirek ma dwa rodzaje hobby – picie piwa oraz napierdalenie wszystkim co głośne od 7 rano. W zasadzie pasje te pochłaniają go całkowicie każdego dnia. Sąsiad mój ma przed domem spory ogródek, będzie tego z… 15 metrów kwadratowych. Rosną tam jakieś kwiatki, warzywka i inne duperelki ale Mirek skończył zapewne fachową szkołę ogrodnictwa i nauczył się nowoczesnej techniki uprawy i pielęgnacji roślin. Kopanie, pielenie i tego typu sprawy nie wchodzą w grę, Mirosław dba o swe plony za pomocą młota i piły. Naprawdę nie wiem co on tam robi ale dzień w dzień albo wbija w coś gwoździe albo coś piłuje. O dziwo, roślinki rosną jak na drożdżach!

Rozumiem, sąsiad ma drewniany płot, takie ustrojstwo niekiedy się psuje. Jednak przez 3 miesiące zdążyłby ogrodzić cały Pentagon. Mam też podejrzenie, że od kiedy Mirek przeszedł na emeryturę żona suszyła mu głowę, iż jest starym leniem co tylko przesiaduje przed telewizorem, lepiej za jakąś robotę by się zabrał. Mirek, wrażliwy chłop wziął do serca uwagi drugiej połówki, wyszedł przed dom i dostrzegłszy, iż w ogródku nie ma nic do roboty zaczął napieprzać młotem w deski. Praca nieciężka, piwko na własnej ziemi wciąż jest legalne a i małżonka szczęśliwa bo Miruś pracowity.

W chwili gdy to piszę, do uszu mych dociera rytmiczny dźwięk jakby uderzania kamieniem o kamień. Sąsiad chyba nadaje Morsem do kumpla Waldka co by ten wpadł na jednego. Możliwe też, że Mirek nagrał się w Fallout’a i buduje sobie kryptę przeciwatomową pod chałupą. Czego by tam nie robił, nigdy nie skończy i choćbym uciekł przed nim do dżungli amazońskiej, spotkałbym tam takiego samego faceta z wąsem co latałby na lianach i tłukł w drzewa kamiennym młotem.

Śpij kochanie śpij

Ciekawe czy w przyszłości ktoś wpadnie na pomysł stworzenia policji sennej. Dziś naukowcy do końca nie wiedzą skąd się biorą obrazy senne i czego są odbiciem ale jak już zbadają odpowiednią liczbę ludzi na pewno znajdą definicję niezdrowych lub niepoprawnych snów. Jak sądzę, stanę się wrogiem publicznym numer jeden gdy ktoś postanowi przyjrzeć się moim nocnym myślom.

Gdy ludzie opowiadają mi o swoich snach, często nie mogę się nadziwić jakie duperele przedstawia im umysł. U mnie jest na odwrót, jak już mózg postanowi coś wygenerować zawsze robi to na pełnym gazie. Globalna apokalipsa, gdzie tylko patrzę jak inni umierają w męczarniach? Dzieci zamieniające się w krwiożercze ślimaki? Dzika orgia z dziewczynami o twarzach żyraf (sam byłem dziobakiem więc luz)? To akurat przykłady z ostatnich dni (oprócz dziobaka, ten śnił mi się po maturze), dzięki temu potrafię je wymienić. Z odleglejszych mógłbym dodać jeszcze parę ale nie czuję się na siłach by odkrywać swoje niekoniecznie społecznie akceptowalne wytwory umysłu. Możecie być jednak pewni, że jeśli was kiedyś nie zamordowałem lub nie zgwałciłem to prawdopodobnie nie istniejecie.

Szukałem w Internecie sensu snów lecz wszystko opiera się na psychologicznych teoriach, które nie są zbyt odkrywcze – ponoć ukazują one nasze ukryte pragnienia lub obawy, oczywiści w sensie metaforycznym. Dla mnie wszystko jawi się jako czarna magia, niegdyś próbowałem czytać dzieła Freud’a lecz niezbyt urzekły mnie jego interpretacje nawiązujące do seksualności. Mówiąc w dużym skrócie, jeśli śni ci się butelka wcale nie masz ochoty na piwo, Freud stwierdziłby, że masz chrapkę na seks z własną siostrą w browarze.

Zostawmy jednak zwykłe marzenia senne, jest jeszcze druga strona medalu – koszmary. Tutaj, mój mózg ma już mniejsze pole do popisu, rzadko kiedy widzę rzeczy, które są w stanie mnie przestraszyć, lecz gdy już to robię nie śpię kolejnych 5 nocy. Niestraszne mi krew, flaki i w ogóle wszelkie fizjologiczne płyny i mazie. Jeżeli się boję to czegoś niezidentyfikowanego, nierealnego, czegoś ze świata fantastyki, rodem z powieści grozy. Często przewala się motyw chudej, poskręcanej mary, która porusza się jednostajnie jakby unosząc się nad ziemią. Nie przypominam sobie by ten wytwór mojej wyobraźni zrobił mi kiedykolwiek krzywdę, wystarczy jednak, że się pokaże a już mam pełne pory. Freud na pewno znalazłby na to wyjaśnienie ale tego boję się jeszcze bardziej. Osobiście doświadczyłem pewnego ciekawego choć traumatycznego zjawiska zwanego paraliżem sennym (lub paraliżem przysennym). Osoby mające wątpliwą przyjemność obcować z tego typu nocną patologią wzdrygają się pewnie już na samą myśl. Wcale się nie dziwię, uczucie jest przerażające, człowiek zdaje sobie sprawę, że śpi, umysł chce wrócić do realnego świata a ciało wciąż pozostaje w letargu. Automatycznie pojawia się obawa, że już nigdy nie uda się wstać, że zapadliśmy w śpiączkę lub umarliśmy we śnie. Strach potęguje świadomość otaczającego świata, słychać budzik, samochody za oknem, współlokatora biorącego prysznic. Sen trwa nadal a w sercu rodzi się panika. Według wierzeń za stan ten odpowiadają nocne demony, o których warto poczytać. Pomimo okropności paraliżu próżno szukać przyjemniejszego uczucia niż wyrwanie się z niego. Zaciekawionych odsyłam do Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pora%C5%BCenie_przysenne

Najgorsze są jednak sny innego gatunku, nazywam je „pięknymi koszmarami”. Po tego typu doznaniach nie czuję strachu, jedynie nieopisany żal i smutek. Mam na myśli te rodzaje widziadeł gdzie jesteśmy w siódmym niebie, wszystko jest realistyczne, prawdziwe i co najważniejsze niemożliwe w normalnym świecie. Mózg projektuje realizację marzeń, pozwala nam się upajać własnymi sukcesami, umożliwia naprawianie popełnionych błędów czyniąc z naszego życia pasmo sukcesów. Niestety, budzik w końcu zadzwoni i, nie wiem jak wy ale ja czuję jakbym spadł z dachu wieżowca prosto na asfalt. Cały nadchodzący dzień można spisać na straty, po głowie wciąż chodzą obrazy z zeszłej nocy cisnąc łzy do oczu i przekleństwa do ust.

Chcemy być sobą

Tak śpiewano już lata temu, przekaz był oczywiście inny w czasach największej świetności Perfectu lecz moc piosenki się nie zmieniła. Największym osiągnięciem człowieka jest pozostanie sobą bez względu na otaczający świat. Podejrzewam, że nikomu nigdy się to nie uda.

Znajdzie się rzesza zbulwersowanych co to zawsze pozostaje w zgodzie ze swym sumieniem. Pewien jestem, że gdyby zebrać myśli człowieka do jednego worka a czyny umieścić w drugim ich waga i rozmiar byłyby diametralnie różne. Nie wierzę, że są jednostki czyniące zawsze to czego pragną. Często hamują nas rzeczy przyziemne jak pieniądze czy bariery geograficzne, niekiedy uginamy się pod naciskiem czyjegoś zdania, własnego sumienia lub ludzkiego strachu. Biorąc pod uwagę dobro społeczne opory są potrzebne, jak wyglądałby ten świat gdyby każdy napalony facet bez skrupułów rzucał się na pierwszą, napotkaną kobietę? Opuśćmy jednak przypadki skrajne, z nimi nie mamy do czynienia na co dzień.

Z hamulców rodzi się udawanie. Nie od razu, małymi kroczkami, skrada się cicho, oplata siecią kłamstw aż do momentu gdy ofiara by się wyzwolić musi porzucić całe dotychczasowe życie. Zrobić to można na dwa sposoby – pokazać się światu lub czekać aż ktoś odkryje naszą maskę. Znacznie wygodniej pozostać w obłudzie do momentu aż  zacznie ona zżerać od środka. Ile można powtarzać, że wszystko jest w porządku? Jak długo można spać w jednym łóżku z niekochaną osobą? Ile wieczorów można przepłakać ubolewając nad własnym życiem? Mimo wszystko, próżno szukać impulsu do zmian, które choć bolesne, będą w pewnym momencie niezbędne. Wiążą się one z cierpieniem nie tylko udawacza lecz wszystkich osób, które oszukał. Paradoksalnie, ofiara własnych kłamstw pragnie by ktoś odkrył jej prawdziwą naturę, żeby zrozumiał jej postępowanie i zaakceptował twarz bez maski. Niestety, takie rzeczy to tylko w bajkach.

Dobrze myślicie, znam to z doświadczenia. Na którym etapie jestem w tej chwili oczywiście nie zdradzę. W mentalnym murze jest zawsze jeden lufcik – niedomówienia. Zamiast kłamać, można po prostu nie powiedzieć, w wielu kwestiach czyny te równają się sobie lecz z tego drugiego łatwiej się wykpić. Do rozstrzygnięcia pozostaje czy naprawdę chce mi się jutro wstać, czy staram się osiągnąć coś w życiu, czy mam jakiekolwiek marzenia. Może po prostu chciałbym zaimponować sobą by zaciągnąć kogoś do łóżka lub przekabacić na swoją stronę? Z drugiej strony, mógłbym być na tyle niedorobiony, że ukazując swój charakter nie miałbym szans nawet na towarzystwo tasiemca w przewodzie pokarmowym.

A ty? Cieszysz się z tego gdzie jesteś? Zawsze mówisz co cię gryzie czy wolisz odpowiedzieć „wszystko ok.”? A może kiedyś pomyślałeś/aś, że czujesz coś do kogoś innego niż życiowego partnera? Nieważne, nie musisz sobie niczego wyrzucać, wszyscy tak robią, to tylko drobiazgi. Uważaj by nie wpaść w pułapkę własnych bzdur, uwierz mi na słowo, nic w tym atrakcyjnego mimo początkowych korzyści.

Dziwaki

Macie pewne nawyki? Przywary? Przyzwyczajenia? Na pewno. Nie zastanawiacie się nad nimi, one po prostu są a odczuwacie je dopiero wtedy gdy coś zaburzy wasz porządek dnia. W większości przypadków nawet nie wiemy dlaczego robimy niektóre z tych rzeczy – tak jak ja nie mam pojęcia po co spuszczam wodę jeszcze przed odlaniem się.

To zresztą nie jedyny mój dziwny nawyk. Portfel zawsze noszę w lewej kieszeni a telefon w prawej, jeżeli jest odwrotnie czuję się niekomfortowo jakbym założył za ciasne majtki. Wącham ubrania, nawet te, co do których jestem pewien, że są czyste. Gdy otwieram puszkę z napojem gazowanym, zawsze przed tym pukam palcami w ściankę pojemnika (kiedyś przeczytałem, że dzięki temu napój nie wystrzeli i mi tak zostało). Przekręcając klucz w drzwiach, podświadomie staram się robić to jak najciszej bo boję się dźwięku, który rozlega się przy tej czynności. Przed zaśnięciem, w myślach klepię katolickie modlitwy chociaż jestem niewierzący. Nie umiem spać w pidżamie, swędzi mnie wtedy całe ciało, jedynie w majtach lub na waleta daję radę.

Nic strasznego, w końcu każdy ma jakieś bziki. Do najbardziej znanych należy stąpanie tylko po pełnych płytkach chodnikowych. Obserwowałem to przez jakiś czas i naprawdę wiele osób tak robi. Przy tym, nie mają problemu z chodzeniem po bruku, gdzie stopa nie zmieści się na jedną kostkę (chociaż znam takich co im się zmieści). Oprócz tego, wiele osób nie przeżyje jak nie weźmie prysznicu rano, gdy przed wyjściem nie sprawdzi kilka razy czy drzwi są zamknięte, jeśli nie wejdzie na Facebook’a chociaż wie, iż nic nowego tam nie ma. Mam znajomego (jeżeli to czyta, to pozdrawiam), który wkłada dresowe, domowe spodnie do lodówki przed wyjściem do pracy – lubi wracając wskoczyć w chłodne gatki.

Powyższe przytoczone przeze mnie nawyki są raczej śmieszne, pamiętajmy jednak, że są też takie, które całkowicie rujnują życie. Chorobliwe dbanie o czystość swojego ciała, uzależnienia od rozrywek lub pracy, sztywne trzymanie się harmonogramu dnia z lękiem przed jego nagięciem. Z osobistych rzeczy mogę przytoczyć moją niechęć do przytulania się, co bym nie robił nie wzbudza to we mnie przyjemności i niezależnie od moich starań w końcu widać, że raczej mnie to denerwuje niż umila czas.

Zastanówcie się, jakie wy macie przyzwyczajenia i czy nie są one uciążliwe dla znajomych, przyjaciół, rodziny. Czasami możecie nie zdawać sobie sprawy, że pewne wykonywane bez namysłu czynności mogą podnosić ciśnienie drugiej osoby do stanów przedudarowych. Jeżeli przypomnieliście sobie jakieś śmieszne nawyki i uśmiechnęliście się przy tym to jeszcze lepiej – w końcu na tym sztuka polega by śmiać się ze swoich przywar.