To ostatnia niedziela

 Jak wspomniałem kilka notek wcześniej rozpoczynanie związku to niezwykle trudna sprawa. Ile to człowiek musi się nagadać, napocić i nawymyślać żeby zwrócić na siebie uwagę wybranej osoby. Jest jednak proces znacznie trudniejszy mimo, iż czasowo mniej rozległy – rozstanie.

Z zerwaniem problem jest tego typu, że nigdy nie ma dobrego sposobu i momentu na powiedzenie drugiej osobie „adieu”. Zwykle skończy się to płaczem, szlochem, nerwami a nawet rękoczynami. Jako, że nikt nie wymyślił złotego środka przyjrzyjmy się najpopularniejszym tekstom towarzyszącym rozstaniom. Oczywiście piszę z perspektywy faceta, panie muszą mi wybaczyć ale jakoś zdążyłem się do bycia samcem przyzwyczaić.

Musimy porozmawiać – Najpopularniejszy wstęp przy którym możemy być pewni, że konwersacja nie skończy się dobrze.

Zasługujesz na kogoś lepszego niż ja – Dziękuję ci kapitanie odkrywco! Przez ostatnie kilka lat myślałem, że to właśnie z tobą chcę zamieszkać, założyć rodzinę i dotrwać do kresu swych dni a ty w końcu otworzyłaś mi oczy.

Coś się między nami zmieniło – Halo, dzień dobry, z tej strony Frustrat. Chciałbym zamówić kilka argumentów bo mojej już ex dziewczynie się skończyły. Tak, proszę priorytetem na jej adres. Dziękuję!

Potrzebujemy przerwy – Na czym miałaby polegać? Jesteśmy jeszcze razem czy już mogę patrzeć na inne? Jeżeli mamy decydować się na rozwiązanie „sportowe” to chociaż ustalmy konkretne reguły.

Poznałam kogoś – To akurat lubię, chciałbym aby któraś w końcu się do tego przyznała i nie owijała w bawełnę. Wbrew pozorom to dla mnie żaden szok, nawet czułbym się lepiej bo jeżeli już kogoś „poznała” to i tak jest dla mnie skreślona.

Zostańmy przyjaciółmi – No jasne, chodźmy w sobotę na piwo, zagrajmy w piłę na orliku i narzekajmy na byłe.

Już cię nie kocham – O, i mamy jakiś argument. Rozumiem o co chodzi, szanuję to i nawet mam chęć dowiedzieć się co zrobiłem źle. A jeżeli nawet druga osoba nie potrafi odpowiedzieć na moje pytania również nie mam żalu. Nie kocha mnie więc nie ma co tego ciągnąć.

Nigdy cię nie kochałam – Proszę państwa, koniec walki! Jeden prawy sierpowy i zawodnik drużyny mężczyzn pada na deski! Wielkie brawa dla kobiety, która precyzyjnym ciosem kończy pojedynek i niszczy psychikę przeciwnika!

Zmieniłeś się – A może już nie patrzysz na mnie zaślepiona endorfinami i nic do mnie nie czujesz? Nie łatwiej wyznać prawdę?

Odezwij się czasami – Na walentynki może być? Czy lepiej na rocznicę?

Przestałeś się o mnie starać – 1. Dobry argument. 2. Wiesz, że można by tego uniknąć gdybyś nie zachowywała się choć jeden dzień jak baba i po prostu powiedziała czego oczekujesz? 3. Dobrze, że ty się tak starałaś.

Będę za tobą tęsknić – Karny kutas za najgorsze kłamstwo wędruje do… Byłej! Zapraszamy na scenę!

Myślałam, że jesteś inny niż wszyscy – Czyli? Że sikam na siedząco? Że słucham co do mnie mówisz gdy gram w gry? Że wiem jaki to kolor „łososiowy” (WTF?)?

Jesteś świetnym chłopakiem ale… – Dziękuję, że mnie doceniasz lecz jestem świadom swej zajebistości. Przejdź od razu do części po „ale”.

Nasz związek nie ma sensu – A jakikolwiek ma? Chyba jeszcze jestem za młody by to zrozumieć lecz bardzo jestem rad, że mogłem być z dziewczyną, która pojęła tajemnicę miłości.

To nie tak jak myślisz – Dobry tekst, działa na wszystko. Oczywiście druga osoba za cholerę nie wie o czym myśli partner ale po wypowiedzeniu tychże słów zmienia jego tok rozumowania. 50% szans, że trafi i skieruje go na odpowiednią drogę.

Obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego – Nic głupszego niż wiązanie się z tobą mi nie grozi.

<Milczenie przerywane płaczem> – Jednak lepiej żebyś się odezwała, przy ciszy poprzecinanej szlochem uznaję, że masz okres.

<Sam płacz> – Też podejrzewam okres.

<Milczenie> – To niezawodny znak, że coś się święci i spokojnie można przystąpić do budowy schronu przeciwatomowego. Oczywiście nie ochroni on przed wściekłą kobietą ale przynajmniej ją spowolni i da czas na skombinowanie jakiejś giwery.

Naturalnie nie wszystkie teksty usłyszałem od partnerek, wiele znam z filmów, piosenek, książek a niektóre sam stosowałem. Jeżeli trafiłem w czyjś czuły punkt to oczywiście bardzo mnie to nie obchodzi.

Working class hero

Popularne portale pękają w szwach od informacji dotyczących gwiazd sportu, kina, estrady. Porównujemy się z narzucanymi nam idolami nie zdając sobie sprawy jaki chłam wpychają nam do głów media. Pomyślcie, kto zrobił dla was więcej dobrego – śmieciarz Waldek, który wywozi odpadki spod waszych mieszkań czy jakikolwiek aktor szczerzący zęby z gazety?

Ludzie powinni nauczyć się doceniać siebie i innych. Tak naprawdę każdy z nas jest małym bohaterem. No, może nie każdy ale większość. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Pomyślcie jak by wyglądał świat bez informatyków, elektryków, sprzątaczek, budowlańców. Na co dzień nie dostrzegamy ich pracy bo co kogo obchodzi baba szorująca poręcze o 6 rano. A jakby pani Gienia przestała sprzątać, jakby rzuciła szmatę i zabrała wszystkie koleżanki na Kiribati? Gówno zostawione przez psa na klatce leżałoby latami, szczury urosłyby do rozmiarów dwuletniego dziecka a wychodząc do pracy zbieralibyśmy na twarz setki pajęczyn razem z ich twórcami. Inny przykład, co wiecie o tak prostej rzeczy jak bankomat – ma ktoś w ogóle pojęcie jak to działa? Znaczy ja wiem, wkładam kartę, wpisuję pin i dostaję pieniądze. Czasami takie rzeczy się psują i potrzebny jest technik, przyjeżdża, grzebie w tajemniczych kabelkach i nagle maszyna rusza. Bum, Al-Kaida wybiła wszystkich specjalistów od bankomatów i zniszczyła same urządzenia! Paraliż totalny, banki pękają w szwach od klientów chcących wybrać oszczędności, terminale płatnicze dławią się transakcjami. Gdyby ktoś w końcu zdecydował się zajrzeć do uszkodzonego bankomatu sporo czasu zajęłoby mu dochodzenie do sposobu działania tego bajzlu.

Są na świecie zawody uważane za prestiżowe jak lekarz, adwokat, polityk. Pomyślcie, lekarz nie dojedzie na czas do pacjenta gdy mechanik nie naprawi jego samochodu, adwokat nie zaprezentuje się w sądzie bez dobrze skrojonego garnituru a polityk nie wygłosi przemówienia bez kamerzysty, który go nagra. Spójrz na myszkę, którą trzymasz w dłoni, wyprodukował ją pewnie jakiś Chińczyk za ekstra stawkę dwóch paczek ryżu dziennie. Doceniam twoją inteligencję i myślę, że gdybyś dostał(a) ją w częściach udałoby ci się ją złożyć. Lecz utrudniam ci zadanie, zrób mi taką myszkę. Masz może pomysł skąd się bierze plastik? A może potrafisz znaleźć materiał na te wszystkie przetworniki, pierdolniki i inne elektrocośtam? Podejrzewam, że zrobiono to z jakiegoś metalu lecz skąd go wytrzasnąć? Pewnie trzeba szukać pod ziemią ale to nie Minecraft, że rękoma dokopię się do żelaza.

Wkurza mnie, że ludzi dzieli się na lepszych i gorszych tylko ze względu na rodzaj wykonywanej pracy. Wielu osobom odbija po awansie, myślą one, że wyższe stanowisko wymusza poważne zmiany. Owszem, trzeba się lepiej ubrać i kąpać częściej niż w niedzielę przed kościołem ale charakter zawsze można i trzeba zachować. Nie wiem jak wam ale mi lepiej rozmawia się z taksówkarzami niż urzędnikami. Doceniam pracę tych drugich lecz zwykle (nie zawsze) mam wrażenie, że patrzą na mnie z góry myśląc: „jestem lepszy bo mam gębę w okienku i biorę twoje papiery kmiocie!”.

Znacznie więcej zawdzięczam nauczycielom z liceum niż jakiemukolwiek piłkarzowi choć niewątpliwie lepiej było oglądać gole Lewandowskiego niźli odpowiadać z historii 7 razy pod rząd (true story). Skoro mowa już o liceum, za moich czasów pracował tam pewien szatniarz o ksywce Eto, może nie był specjalnie wyedukowany i miał dość liberalne podejście do stosowania używek w pracy ale jak dla mnie był po prostu świetnym człowiekiem. Piszę w czasie przeszłym bo szatniarz ów nie żyje i znając osiągnięcia zmarłych artystów nieznikających za życia z okładek czasopism znacznie bardziej doceniałem jego robotę jak i podejście do rzeczywistości.

Zróbcie komuś jutro przyjemność, pochwalcie jego pracę. Nie przyjęło się w społeczeństwie by komentować robotę sprzedawczyni słowami „zajebiście pani kasuje, tak trzymać!” ale miłe słowa zawsze się znajdą. Pamiętajcie, że wszyscy jesteśmy ważni, wszyscy tworzymy świat i robimy coś dla kogoś. Nie pozwólcie by ktokolwiek wami pomiatał, gardził. Czego byście nie robili, nieważne czy z finansowego przymusu czy z pasji róbcie to z dumą. Prostytutki nie muszą się stosować, sam nie wiem czy można dumnie się puszczać ale niech pamiętają, że ich zawód również jest społecznie istotny.

Kup mi coś

 Chodzenie na zakupy? Nienawidzę. Zwykle wpadam do sklepu, bum-bum i już mnie nie ma. Są jednak na tym świecie rzeczy, których kupowanie całkowicie demoluje moją spokojną naturę.

Zacznijmy od antyperspirantów. Może nie zawsze czuć ale staram się używać ich regularnie. Jeżeli kupię jeden męczę go do ostatniego psiknięcia psiocząc niesamowicie gdy ten zaczyna kaszleć zwykłym powietrzem. Wpadam do Rossmana a tam już czeka na mnie pierdylion różnych antyperspirantów. Na 72 godziny, na 48 godzin, na stres, na trening, takie co nie zostawiają śladów i takie co chronią tylko gdy się ruszasz (inteligentne skurczybyki). Prosty ze mnie facet, chciałbym aby ktoś w odpowiednim miejscu ustawił wielki, świecący neon z napisem „zajebisty antyperspirant w promocji!” żebym nie musiał szukać.

Podobnie mam z elektroniką. Długo się namyślam przed zakupem tego typu rzeczy zachowując się przy tym jakbym był w temacie. W zasadzie to wiem tylko tyle, że wszystko musi mieć dużo parametrów z przedrostkiem „mega” – megabitów, megabajtów, megapixeli itd.. Sprzęt w końcu ma być mega! Oczywiście swoją wiedzę porównuję z opinią internetowych znawców, którzy najczęściej kumają tyle samo co i ja. W konsekwencji zanim wybiorę np. telefon komórkowy przewertuję setki portali, poradników i niezbędników. Odnajduję odpowiedni model ale po konfrontacji z ceną sprzętu okazuje się, że dużo lepszy dla mnie będzie ten 16 razy tańszy.

Nienawidzę kupować ciuchów. Gdy tylko mogę wysyłam po taki zakup bliską przedstawicielkę płci pięknej. Jeżeli się uprze i muszę z nią iść to oczywiście nie odmówię ale to ona grzebie między szmatami i daje mi do łapy to co mam przymierzyć. Jakiś czas temu wybrałem się by kupić samodzielnie nowe spodnie (niestety para rezerwowa doznała poważnego urazu fachowo zwanego „przetarcie na dupie” i zakończyła karierę reprezentacyjną). Myślałem, że rozniosę całe centrum handlowe. Wszystkie, dosłownie wszystkie pary spodni miały ten debilny krój ze zwężanymi nogawkami. Co się z tymi ludźmi porobiło? Nikt nie nosi już normalnej, luźnej odzieży? Wybrałem w końcu jakieś galoty, i tak ubiorę je raz na ruski rok gdy pary wyjściowe będą zmęczone sezonem (czyli pójdą do prania) ale z bólem serca wydawałem pieniądze na to dziadostwo żałując zarazem zmarnowanego czasu.

Z papierem toaletowym sprawa również nie jest prosta. Zwykle wybieram ten sam, biedronkowy. Problem w tym, że Biedronkę mam dość daleko i muszę się bujać ze srajtaśmą przez pół miasta komunikując wszystkim: „będę dziś srał!”. Poza tym nigdy nie pamiętam o papierze podczas dużych zakupów i dokupuję go w innym terminie z jedną, dwiema innymi rzeczami. W tym wypadku idę machając papierem w jednej a serem w drugiej dłoni oznajmiając: „najpierw zjem goudę, później będę srał!”.

Jest jedna rzecz, przed którą poprzednie muszą chylić czoła i czuć olbrzymi respekt. Prezerwatywy. Bezsprzecznie królowe sklepowych kłopotów. Pół biedy jeśli jestem w punkcie samoobsługowym i mogę sobie spokojnie popatrzeć nie zwracając uwagi na przechodzące babcie czyniące przy mnie znak krzyża. Gdy już dobiorę odpowiedni osprzęt wystarczy przeżyć pytający wzrok kasjerki: „komu on to kupuje?”. Gorzej jeżeli trzeba odwiedzić sklep typu Żabka gdzie panie kitrają prezerwatywy poza zasięgiem wzroku i dotyku, jakby nie mogły postawić ich w widocznym miejscu przed kasą. W sklepie pusto a znudzona pani Krysia obgryza paznokcie? Idealnie. Oczywiści gdy tylko podejdę do lady spod ziemi wyrasta cała parada osobowości i mam za sobą wężyk ludzi. Nie żebym się szczególnie krępował ale dziwnym trafem ekspedientki gdy sprzedają prezerwatywy nagle podkręcają volume i muszą zapytać cały sklep czy chcę truskawkowe czy czekoladowe.

Na zakończenie moja wymiana zdań z kasjerkami z biedronki:

Pożegnałem się grzecznym „do widzenia” ale zapomniałem pasty do zębów spod kasy.

– Halo, jeszcze pasta!

– O, dziękuję.

– Nie ma za co. Nie mam adresu to bym nie wysłała.

– Na adres to jeszcze za mało się znamy ale mogę dać numer telefonu.

Kasjerka w śmiech.

– Podrywa mnie pan!

Odzywa się druga.

– I nieźle mu idzie.

– Z taką twarzą od urodzenia chodzę to i gadkę wyrobiłem.

– To tym bardziej pasta się panu przyda.

 

Gorzkie żale

Katolicy ostatnio łatwo nie mają, ciągle to jakieś nowe afery w Kościele, wszędzie geje i pedofile. Niestety ludzie zbyt wiele uwagi poświęcają sprawom przyziemnym – nikt nie wspomni, że jeżeli Bóg (ten konkretny) naprawdę istnieje to mamy totalnie przerąbane.

Jak wiadomo system nagród i kar opracowany przez Wszechmocnego nie jest szczególnie skomplikowany – możesz cieszyć się wiecznym szczęściem w niebie, cierpieć katusze w piekle lub siedzieć w czyśćcu i oczekiwać na ewentualną łaskę z góry. Bóg przy określaniu miejsca pozażyciowego pobytu kieruje się głównie dziesięcioma przykazaniami. Nie wiem jak wy ale ja już osiem z nich mam na koncie a wiele nie tylko się zdublowało a nawet zmilionowało. Zresztą, niech znajdzie się ktoś kto choć jednego przewinienia nie popełnił. Może za bardzo się spoufalam ale jeżeli mógłbym doradzić coś Bogu to aktualizacja listy byłaby bardzo na miejscu. Jednak trochę czasu minęło od kiedy Bóg ksywka Płonący Krzak podarował Mojżeszowi tablice i niektóre przykazania muszą być przystosowane do dzisiejszych czasów.

Przed chwilą użyłem Twojego imienia, całkiem w sumie nadaremno ale na blogu też się liczy?

A jak pragnę dziewczyny a nie żony bliźniego to da radę żebyś przymknął oko? No i dlaczego nie można pożądać żony a o mężu nie ma ani słowa?

Jak byłem mały zakosiłem batona marki Mars ze sklepu osiedlowego wykorzystując nieuwagę pani Jagody – już po frytkach czy jeszcze jest nadzieja?

Pamiętajcie, że dochodzi również siedem grzechów głównych:

  1. Pycha – Niestety, jestem całkiem smaczny
  2. Chciwość – Hm… niby nie jestem chciwy ale wolę płakać w porsche niż w maluchu
  3. Nieczystość – Luz, myję się
  4. Zazdrość – Spoko, pozwalam dziewczynom nawet iść na miasto bez smyczy
  5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciuEkhm…
  6. Gniew – Sam jesteś ku*** gniew!
  7. Lenistwo lub znużenie duchowe – To akurat moje hobby

W ogóle sam Bóg to ma przerąbane. Cały czas musi nas pilnować i czuwać czy aby nie naginamy jego prikazów. Jest wszechmocny więc dla niego to pikuś ale robota mimo wszystko żmudna.

Bambo z Ugandy śpi z nie swoją żoną. No Bambo, nieładnie, to już drugi raz. Kolejna kreska w notatniku

Helmut przeszedł na czerwonym świetle… Hm, chyba mu to odpuszczę, tego nie mam w rozpisce. Ale trzeba go nauczyć moresu. Jak to się robiło? A, już mam – zaznaczam “policja”, teraz kopiuj, idę tutaj i teraz wklej. No, stróże prawa zawsze czujni!”

O, Jacek poszedł do spowiedzi. Tyle pisania na marne. Cóż, otworzę nową kartę, w sumie i tak brakowało mi rubryk przy “nie kradnij”

Jeżeli Bóg naprawdę jest to trzeba przyznać, że jego pomysły totalnie rozbrajają. Najgłośniejszy z nich czyli zesłanie własnego syna na ziemię by ten zbawił ludzkość to na pewno najpopularniejsza historia opowiadana przy gorzałce na spotkaniach władców wszechświatów. Jak już wspomniałem, Bóg jest wszechmogący więc jeżeli chciał kogokolwiek zbawić to nie mógł po prostu…hm, jakąś różdżką machnąć czy coś? Naprawdę trzeba było zawracać gitarę Maryi (i wkurzać Józefa), robić raban w całej północnej Afryce i pozwolić własnemu dziecku umierać w męczarniach na krzyżu? Nie jestem człowiekiem szczególnie inteligentnym i nie chcę się wtryniać w boski plan ale dało się to zrobić prościej i mniejszym kosztem, jeżeli istnieje niebiański dział finansów to na pewno nie był zachwycony bilansem zysków i strat. Mimo wszystko pomysłowość i rozmach to nasz Bóg ma.

Wracając do pojęć piekła i nieba, o ile o tym pierwszym wiemy całkiem sporo i na pewno nie kusi ono wysokimi standardami o tyle niebo wciąż jest zagadką. Z tego co słyszałem będziemy tam mogli oglądać oblicze Boga przez całą wieczność. Nie żebym miał coś przeciwko ale “cała wieczność” to kawał czasu i wypadałoby zapewnić jakieś rozrywki. Nie tam od razu luksusy a la Sheraton ale kobiety, piwo i PlayStation mogłyby być w pakiecie. Przepraszam, że tak ciągle radzę ale mógłbyś Boziu tam na górze kopnąć anioły z działu marketingowego w ich niebiańskie tyłki bo reklama nieba jako miejsca idealnego do spędzenie czasu do końca czasu jest raczej nędzna. Wiesz, jakiś spot w TV byłby w porządku. Tylko nie bierzcie przykładu z Fairy. “Nie wierzysz? Przyjedziemy do ciebie!” – ten element już przerabiamy z Jehowymi.

Mimo wszystko bardzo doceniam robotę wykonywaną przez Wszechmocnego. Może nie zachwycają mnie wojny, terroryzm, głód, epidemie, gwałty, morderstwa, Joanna Krupa, bieda, zakłamanie czy wyzysk ale trzeba przyznać, że w takim natłoku obowiązków można czasami coś przeoczyć. Poza tym, patrząc na wyniki stawiam, że to pierwszy świat naszego Boga – nie martw się stary, przy kolejnym pójdzie lepiej!

Make me cum

Masturbacja!

O BOŻE, ON TO NAPISAŁ!

Owszem, całkiem świadomie. To w zasadzie tylko niewinne słowo, mogłem użyć tysiąca wulgarnych zamienników. Temat drażliwy, wręcz niepoprawny. Czyli idealny dla mnie.

Tytułem wstępu – jeżeli ktoś nie posługuje się tak trudnymi słowami jak masturbacja dodam, że chodzi o zwykłe marszczenie Freda. Trzepanie kapucyna. Walenie… Zresztą, wszyscy dobrze wiemy z czym to się je. Przynajmniej mężczyźni, oni mają bardzo rozbudowane nazewnictwo jeżeli chodzi o samogwałt, tak naprawdę każdemu połączeniu czasownik + rzeczownik można przypisać rangę synonimu onanizmu. Dajmy na to „tłuczenie kotleta”. Co ma jedno do drugiego? Nic. A co przychodzi na myśl gdy na pytanie „co robisz?” facet odpowie „tłukę kotleta”? Mnogość nazw w przypadku męskiej masturbacji wcale nie dziwi, według badań 92% mężczyzn robiło „to” choć raz w życiu. Ale badania przeprowadzali kłamliwi Żydzi, przecież żaden facet tego nie robi, prawda?

PRAWDA?!

Kobiety wypadają nieco gorzej, niecałe 63% faktycznie dało upust swemu napięciu seksualnemu  odręcznie. Rozumiem różnicę, kobiety doskonale wiedzą ile trzeba się z nimi namachać, gdzie nacisnąć, co przytrzymać a gdzie absolutnie się nie wpieprzać  i po prostu im się nie chce grzebać między nogami przez dwie godziny. Zanim jeszcze do czegokolwiek dojdzie musi być spokój, nastrój, odpowiednia temperatura i wilgotność, żadnego stresu. Mężczyźni nie mają takiego problemu. Pomyślcie, co zrobi kobieta gdy w czasie jej masturbacji ktoś zapuka do drzwi? Cała spanikowana naciągnie gacie, poprawi makijaż oraz odkurzy w domu by nie było ani śladu jej lubieżnego czynu. Facet? Ten ma dwie możliwości – nie usłyszy pukania bo pornol jest za głośno lub wrzuci piąty bieg z nadzieją, że skończy nim osoba spod drzwi sobie pójdzie.

Denerwuje mnie wstydliwe podejście do pojęcia onanizmu. Rodzice edukując seksualnie dzieci albo celowo pomijają ten temat albo zabraniają masturbacji. Dlaczego? Bo to złe, nie pyskuj! Dla ogólnej informacji, malutkie dzieci grzebiące sobie w okolicach krocza, które patrzą na was swymi niewinnymi oczętami właśnie dokonują samogwałtu (bez fajerwerków oczywiście). Więcej, zwierzęta także to robią i nie ma w tym nic dziwnego. Moim zdaniem, lepiej by dorastający syn dowiedział się od ojca co się dzieje z jego ciałem niż pobierał wzorce od niedouczonych rówieśników. Oczywiście nie ma co przesadzać, „synu, dorastasz i czas by tatuś pokazał ci co to masturbacja” to też niewłaściwe podejście. Dobrze jest jednak uświadomić młodzież, że to co robią jest całkowicie normalne i  zdrowe a nie zakazywać czegoś co pomaga przetrwać trudny okres hormonalnego Pearl Harbour.

Ok., są pewne zasady i daleki jestem od namawiania do ogólnopolskiej, publicznej orgii onanistów ale jeżeli już czegoś zakazujemy to wypadałoby powiedzieć dlaczego tenże zakaz wprowadzamy. Niestety, większość religii bez sensownych powodów uznała samogwałt za czyn grzeszny. W tym miejscu mam dla was ciekawostkę, wiecie skąd wzięła się nazwa „onanizm”? Pozwólcie, że zacytuję Wikipedię:

Onan (hebr. אוֹנָן) – postać biblijna, drugi syn Judy i córki Kananejczyka noszącego imię Szua. Miał on starszego brata Era, oraz młodszych Szelę, Peresa i Zeracha. Występuje w 38. rozdziale Księgi Rodzaju jako ten, który po śmierci swego brata Era nie chciał mimo polecenia ojca dopełnić prawa lewiratu. Wiedział bowiem, że potomstwo przez niego spłodzone nie będzie uznane za jego, lecz zmarłego brata. Dlatego też unikał zapłodnienia ilekroć współżył z żoną brata, Tamar. Oryginalny hebrajski tekst biblijny, a za nim Wulgata podają, że Onan: (…) tracił z siebie nasienie na ziemię, aby nie wzbudził potomstwa bratu swemu. Biblia Tysiąclecia szczegół o wydalaniu przez Onana nasienia na ziemię zamieszcza w przypisach, a w tekście głównym podaje tylko, że unikał zapłodnienia. Ten sposób postępowania Onana nie podobał się Bogu, więc zgładził Onana.

Morał z tej historii jest jasny, jak już to spuszczajmy się w bratową a nie na podłogę.

Oczami wyobraźni widzę wasze zgorszenie przemieszane z uśmiechami politowania. Że niby ja to robię? Może. A czy ty to robisz? Może. Jak widać, ślizganie Mikołaja nie dotyczy jedynie społecznego marginesu, to zjawisko wręcz powszechne. Jasne, z niczym nie wolno przesadzać i masturbacja kilka razy dziennie z użyciem wymyślnych technik i narzędzi to gruba przesada. Nie dość, że prowadzi do uzależnienia to jeszcze stwarza kłamliwe poczucie przyjemności porównywalnej do seksu z inną osobą (znów pozostawiam wam płeć do wyboru).

Dobra, lecę do sklepu bo chusteczki się skończyły a na wieczór mam wzruszający film.

If you know what I mean