Kup mi coś

 Chodzenie na zakupy? Nienawidzę. Zwykle wpadam do sklepu, bum-bum i już mnie nie ma. Są jednak na tym świecie rzeczy, których kupowanie całkowicie demoluje moją spokojną naturę.

Zacznijmy od antyperspirantów. Może nie zawsze czuć ale staram się używać ich regularnie. Jeżeli kupię jeden męczę go do ostatniego psiknięcia psiocząc niesamowicie gdy ten zaczyna kaszleć zwykłym powietrzem. Wpadam do Rossmana a tam już czeka na mnie pierdylion różnych antyperspirantów. Na 72 godziny, na 48 godzin, na stres, na trening, takie co nie zostawiają śladów i takie co chronią tylko gdy się ruszasz (inteligentne skurczybyki). Prosty ze mnie facet, chciałbym aby ktoś w odpowiednim miejscu ustawił wielki, świecący neon z napisem „zajebisty antyperspirant w promocji!” żebym nie musiał szukać.

Podobnie mam z elektroniką. Długo się namyślam przed zakupem tego typu rzeczy zachowując się przy tym jakbym był w temacie. W zasadzie to wiem tylko tyle, że wszystko musi mieć dużo parametrów z przedrostkiem „mega” – megabitów, megabajtów, megapixeli itd.. Sprzęt w końcu ma być mega! Oczywiście swoją wiedzę porównuję z opinią internetowych znawców, którzy najczęściej kumają tyle samo co i ja. W konsekwencji zanim wybiorę np. telefon komórkowy przewertuję setki portali, poradników i niezbędników. Odnajduję odpowiedni model ale po konfrontacji z ceną sprzętu okazuje się, że dużo lepszy dla mnie będzie ten 16 razy tańszy.

Nienawidzę kupować ciuchów. Gdy tylko mogę wysyłam po taki zakup bliską przedstawicielkę płci pięknej. Jeżeli się uprze i muszę z nią iść to oczywiście nie odmówię ale to ona grzebie między szmatami i daje mi do łapy to co mam przymierzyć. Jakiś czas temu wybrałem się by kupić samodzielnie nowe spodnie (niestety para rezerwowa doznała poważnego urazu fachowo zwanego „przetarcie na dupie” i zakończyła karierę reprezentacyjną). Myślałem, że rozniosę całe centrum handlowe. Wszystkie, dosłownie wszystkie pary spodni miały ten debilny krój ze zwężanymi nogawkami. Co się z tymi ludźmi porobiło? Nikt nie nosi już normalnej, luźnej odzieży? Wybrałem w końcu jakieś galoty, i tak ubiorę je raz na ruski rok gdy pary wyjściowe będą zmęczone sezonem (czyli pójdą do prania) ale z bólem serca wydawałem pieniądze na to dziadostwo żałując zarazem zmarnowanego czasu.

Z papierem toaletowym sprawa również nie jest prosta. Zwykle wybieram ten sam, biedronkowy. Problem w tym, że Biedronkę mam dość daleko i muszę się bujać ze srajtaśmą przez pół miasta komunikując wszystkim: „będę dziś srał!”. Poza tym nigdy nie pamiętam o papierze podczas dużych zakupów i dokupuję go w innym terminie z jedną, dwiema innymi rzeczami. W tym wypadku idę machając papierem w jednej a serem w drugiej dłoni oznajmiając: „najpierw zjem goudę, później będę srał!”.

Jest jedna rzecz, przed którą poprzednie muszą chylić czoła i czuć olbrzymi respekt. Prezerwatywy. Bezsprzecznie królowe sklepowych kłopotów. Pół biedy jeśli jestem w punkcie samoobsługowym i mogę sobie spokojnie popatrzeć nie zwracając uwagi na przechodzące babcie czyniące przy mnie znak krzyża. Gdy już dobiorę odpowiedni osprzęt wystarczy przeżyć pytający wzrok kasjerki: „komu on to kupuje?”. Gorzej jeżeli trzeba odwiedzić sklep typu Żabka gdzie panie kitrają prezerwatywy poza zasięgiem wzroku i dotyku, jakby nie mogły postawić ich w widocznym miejscu przed kasą. W sklepie pusto a znudzona pani Krysia obgryza paznokcie? Idealnie. Oczywiści gdy tylko podejdę do lady spod ziemi wyrasta cała parada osobowości i mam za sobą wężyk ludzi. Nie żebym się szczególnie krępował ale dziwnym trafem ekspedientki gdy sprzedają prezerwatywy nagle podkręcają volume i muszą zapytać cały sklep czy chcę truskawkowe czy czekoladowe.

Na zakończenie moja wymiana zdań z kasjerkami z biedronki:

Pożegnałem się grzecznym „do widzenia” ale zapomniałem pasty do zębów spod kasy.

– Halo, jeszcze pasta!

– O, dziękuję.

– Nie ma za co. Nie mam adresu to bym nie wysłała.

– Na adres to jeszcze za mało się znamy ale mogę dać numer telefonu.

Kasjerka w śmiech.

– Podrywa mnie pan!

Odzywa się druga.

– I nieźle mu idzie.

– Z taką twarzą od urodzenia chodzę to i gadkę wyrobiłem.

– To tym bardziej pasta się panu przyda.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *