Bullshit

Wiecie o czym ludzie nie lubią rozmawiać? O defekacji. To w sumie tak jak z masturbacją, temat zna każdy a jakoś nie wypada zapytać na rodzinnym obiedzie: Srała dzisiaj ciocia? Jak tam stolec? Stwardniał?

Na wstępie, przypomnijmy co to w ogóle jest defekacja. Ok., nawet ci co na biologii woleli przemierzać krainę snu na pewno wiedzą, że wypróżniane wiąże się z wydalaniem zbędnych produktów przemiany materii. Taki jest jego główny sens lecz nie zapominajmy, że organizm nie robi tego bo tak mu się podoba ale po prostu musi. Nie ma się czego wstydzić gdyż mimo całej zapachowo oraz wizualnie nieprzyjemnej otoczki przez postawienie klocka ratujemy się przed ciężkimi chorobami a nawet zgonem. Uwierzcie mi, dużo lepiej jest zobaczyć stertę gówna niż wypadniętą odbytnicę. Pamiętajmy też, że nikt nie lubi jak się na niego za bardzo naciska, stolec również. Jeśli będziecie mocno stękać to pewnego dnia kupa się zdenerwuje, przekłuje wam jakiegoś tętniaka i pogotowie znajdzie was martwych na kiblu.

Niestety, wypróżnianie to wciąż temat tabu. O ile mężczyźni mają mniejsze opory przed rozmawianiem o sprawach ubikacyjnych o tyle kobiety zachowują się jakby nigdy w życiu  nie stawiały klocka. Nie chcę wydawać pochopnych wniosków ale wy panie się chyba czegoś wstydzicie. Że niby takim damom jak wy nie wypada srać? Oj przestańcie, dobrze wiemy, że siedzicie na kiblu tak samo jak faceci (a nawet częściej), nic w tym strasznego. Poza tym widzę tu pewien paradoks – gadanie o miesiączce przychodzi wam łatwo choć nie sądzę by krew zmieszana ze śluzem i złuszczonym nabłonkiem była bardziej estetyczne niż zwykły kał.

Oprócz tego ludzie nie lubią rozmawiać o tych sprawach przy jedzeniu. Hm, w sumie to co macie na talerzach to już prawie stolec tylko jeszcze nie przeszedł przez wasze układy trawienne. Czym tu się brzydzić? Również niewskazane jest nawiązywanie do wydalania w czasie spotkań towarzyskich, nie mówi się idę do ubikacji tylko przepraszam na chwilę. Z całą pewnością nikt się nie domyślił, że koleś właśnie poszedł kupać.

Już poziom skomplikowania procesu defekacji ukazuje jego wagę. Tak naprawdę każdy ma swoją własną technikę srania. Wbrew pozorom to bardzo ważne. Jeszcze przed zajęciem miejsca na kiblu trzeba sprawdzić kilka rzeczy. Wiele osób nie lubi siedzieć na zimnej desce klozetowej a ja zawsze sprawdzam czy jest chłodna i tylko wtedy sadzam tyłek. Jednak wolę mieć świadomość, że ciepłota czyichś pośladków opuściła już plastik. Kolejny problem pojawia się w publicznej toalecie, osoby przesadnie dbające o higienę muszą zatroszczyć się o bezpieczeństwo własnych czterech liter i albo rozkładają papier toaletowy na desce albo walą na Małysza. Przyjmijmy jednak, że jesteśmy w domu, na swoim kibelku. Nic tylko siadać i srać. Nie do końca. Odległość między wodą w sedesie a odbytem jest jednak dość znaczna więc wypadnięcie kału zwykle generuje znany wszystkim plusk!. Pomijając fakt, że sąsiad Waldek już dobrze wie, iż postawiliście solidnego klocka to opryskanie sobie tyłka nie jest niczym fajnym. Osobiście znam dwa sposoby na uchronienie swej wypucowanej pupci przed zhańbieniem przez wodę: wrzucić papieru do środka by stolec miał miękkie lądowanie lub walić po ściance. Pamiętajmy jednak, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, często na końcu bańki odbytnicy czyha najbardziej wstydliwy klocek, który nie zawsze chce opuścić ciepłe mieszkanko. Niestety, jest on na tyle nierozważny, że często zatrzymuje się w pół drogi. Co wtedy zrobić? Wpuścić z powrotem? Ścisnąć drzwiami? Nakłaniać by wyszedł? Różnie to bywa, każdy czuje po swojemu czy danego delikwenta da się przekonać do kąpieli. Gdy jednak zrobimy co nasze, ciało musi odpocząć więc nie zrywamy się od razu z kibla. Trzeba jeszcze posiedzieć, pomyśleć co tam dzisiaj w telewizji i oczywiście wytrzeć tyłek. Tu jak zwykle wiatr w odbyt. Pomijając, że ludzie mają różne sposoby na wyczyszczenie rowu to zawsze zastanawiał mnie sposób sprawdzania czy już można bezpiecznie naciągnąć majtki. Przyznajcie się, patrzycie na papier!

  • Pierwszy raz: O matko…
  • Drugi raz: Nienajlepiej.
  • Trzeci raz: Jeszcze jest.
  • Czwarty raz: Niby coraz bledsze.
  • Piąty raz: Może tam coś jeszcze zostało?

Dobra, już czysto. Wstajemy i jak bozia przykazała spuszczamy wodę. Nie ma łatwo, kał się buntuje i nadal radośnie dryfuje na powierzchni klozetowej wody. Wrzucamy papier, próbujemy znów i nadal nic. Jeszcze raz, jeszcze jeden. No zgiń padalcu! Pół biedy jak macie spokój i możecie bawić się z klocem nawet godzinę, ja miałem taką sytuację, że  nie mogłem pozbyć się opornej kupy a za mną w kolejce czekała dziewczyna. Co miałem powiedzieć? Dorzuć swoje to może wtedy poczuje się pewniej i popłynie? Na szczęście po wielu próbach gówno dało się przekonać i znikło w kanałowych odmętach. Nie łudźcie się, jeżeli ktoś czeka za wami to dobrze wie co się dzieje gdy osiem razy lejecie wodę i łączy się z wami w bólu.

Ponadto każdy chyba zna niestandardowe kupy. Jak wypijemy za dużo Warki Strong to z rana męczyć będzie kac-kupa. Czasami mamy taki dzień, że nęka nas kupa-widmo. Niby się chcę a jak przyjdzie co do czego to tylko wyleci pierdzioduch. Odwrotnie jest z kupą utęsknioną po której uczucie ulgi można porównać do orgazmu. Niekiedy też nawiedzi nas kupa-monster przy której wysramy dwa razy więcej niż ważymy. Bywa też, że mózg myli odbyt z cewką moczową i z niewiadomych powodów sikamy nie tą dziurką co trzeba. Słyszałem też kiedyś przypadek, że mężczyzna zgłosił się do lekarza bo robił podwójną kupę. Stękał jeden raz a wypadały dwa, długie kawałki. Okazało się, że dopiero w końcowym odcinku odbytnicy zatrzymała mu się jakaś kość stając w poprzek i dzieliła klocka na dwie części. Ile w tym prawdy nie wiem ale zawsze mnie to śmieszyło.

Widzicie? Sranie wcale nie jest takie straszne jak się wydaje. Wszyscy mamy te same perypetie bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Mimo wszystko nie wrzucajcie dwójki na widoku, jak każda czynność przy której trzeba odsłonić tyłek tak też defekacja musi pozostać czynem intymnym. Lecz i tak wiemy, że sracie drogie panie. 🙂

PS. Jeżeli ktokolwiek to czyta mogę wrzucać notki znacznie rzadziej niż dotychczas. Nieco choruję i niezbyt sprawnie idzie mi w tej chwili pisanie na klawiaturze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *