Always look on the bright side of death

Ludzie boją się zbyt wielu zupełnie błahych rzeczy. Taka na przykład śmierć. Prawie każdy odczuwa lęk przed odejściem z tego świata, chcemy żyć coraz dłużej a najlepiej wiecznie. Totalna głupota.

Jeżeli w tej chwili zapukałby do mnie smutas z kosą i oznajmił mi, że musimy udać się w podróż ochrzaniłbym go za spóźnienie. W zasadzie już jestem spakowany i gotowy do drogi, czekam tylko na sygnał. Żaden ze mnie ateista ale uznaję za wysoce prawdopodobne, że po śmierci nie czeka mnie nic. Puf, zgasnę a moją przecudnej urody twarz przeorają białe robaki. Z drugiej strony, mogę iść gdzieś a ta opcja już mniej mi się podoba, lecz i tak chętnie zaryzykuję.

Szczerze powiedziawszy nienawidzę życia. Jak większość ludzi modli się wieczorem ja czynię to rano i zwykle mój paciorek brzmi tak:

O, witam moja nadprzyrodzona siło, która pozwalasz mi oglądać wschód pieprzonego słońca. Rozumiem, że wciąż nie chcesz mnie gościć w swych progach i dajesz mi możliwość ciągłego bytowania na tej zjebanej planecie. Wierzę, iż nie jesteś aż tak nieczuła na prośby lecz po prostu masz za dużo roboty i mogłaś gdzieś zgubić moje podanie toteż powtarzam – nie chcę widzieć już małych zwierzątek, dzieci, pogodnego nieba i tego typu gówien bo wcale mnie one nie cieszą i byłbym wdzięczny gdybyś zabrała mnie gdzie indziej w możliwie najmniej bolesny sposób. Dzięki, idę myć zęby.

Kiedyś denerwowało mnie, że nie potrafię cieszyć się życiem. Teraz rozumiem iż gorycz to nieodzowny element mojego bytowania. Nie jestem smutny, często żartuję i absolutnie nie mam depresji (tak powiedziała mądra głowa więc proszę się nie kłócić). Po prostu taki ze mnie grumpy human. Mogę mieć pieniądze, ładną dziewczynę a nawet przyszłość malowaną kolorami tęczy z wisienką na szczycie lecz nadal nie poczuję się szczęśliwy. Dlaczego? Bo życie jest beznadziejne.

Mam szczerą nadzieję, że jak już kopnę w kalendarz zniknie moja świadomość i nie będę musiał myśleć. Nie jestem w tym najlepszy i raczej nie podnieca mnie wizja wiecznego rozmyślania. Dlatego wolałbym aby zaświaty okazały się bujdą. Jeżeli jednak zdarzy się tak, że naprawdę stanę przed św. Piotrem czy innym Cerberem to będę niczym zombie wypełniony boską miłością. Bylebym nie odczuwał wszystkiego tak jak w tej chwili bo zwariuję. Teraz mam przynajmniej świadomość, że kiedyś przyjdzie mi umrzeć a jak już znajdę się w niebie będę musiał tam zostać na zawsze. I kontemplować przez całą cholerną wieczność.

Myślicie pewnie, że skoro ze mnie taki rozczarowany życiem kozak to dlaczego nie popełnię samobójstwa. Po pierwsze, nie boję się śmierci ale nie przepadam za bólem. Co prawda nigdy nie umierałem (kac się chyba nie liczy) i żaden z moich martwych znajomych jeszcze nie złożył mi raportu ale śmiem podejrzewać, że odchodzenie może wiązać się z cierpieniem. Po drugie, znając moje szczęście nawet gdybym skoczył z siedemdziesiątego piętra to bym przeżył zachowując czucie jedynie w małym palcu u nogi, którym zajebałbym w framugę gdy wieźliby mnie przez szpitalny oddział. Po trzecie, jeżeli okaże się, że bóg jednak istnieje to patrząc na jego dotychczasowe dokonania jest dość złośliwy i na pewno przygotował dla nadgorliwych specjalną poczekalnię ze starymi numerami Życia na Gorąca oraz starszymi paniami debatującymi na temat wyższości Giertycha nad Kaczyńskim.

Niech nikt się nawet nie waży zapłakać na moim pogrzebie. Macie pić, bawić się i puścić mi jako pożegnalną pieśń Always Look on the Bright Side of Life. Jak usłyszę jakiś psalm to znajdę sposób by wyskoczyć z trumny i zrobię wam The Walking Dead totalne. Nie radzę też modlić się do mnie, całkiem prawdopodobne, że będę miał was w dupie. Wiecie dlaczego? Bo będę kurna martwy.

Jedna myśl na temat “Always look on the bright side of death”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *