Nocny pociąg z mięsem

Święta czasem powrotów są i basta. Wracamy do domów, do rodziny by w tradycyjny sposób spędzić wigilię i Boże Narodzenie. Oczywiście, jak podróż to PKP. Jak PKP to śmiech przez łzy.

Osobom niegustującym w wycieczkach po torach brak świadomości ogromu zmian, które zaszły w Polskich Kolejach Państwowych. No, może ogrom to za duże słowo – różnica jest jedna, ale za to zasadnicza: kupując bilety na pociąg TLK (najprościej mówiąc – dawne pośpieszne) otrzymujemy wyznaczone, zarezerwowane miejsce. Dzięki temu rozwiązaniu przewoźnik wie ile siedzisk będzie potrzebnych i każdy ma gdzie rozłożyć dupsko. Genialne w swej prostocie? Niekoniecznie.

Miałem okazję przekonać się na własnej skórze, że o ile sam pomysł jest dobry, w naszych realiach, trudno wprowadzić go w życie. Wczoraj, na trasę Tczew – Mońki również otrzymałem zaklepane miejsce siedzące. Grzecznie odnalazłem swój przedział, lecz w pełni świadom konsekwencji zdecydowałem się rozłożyć klamoty na korytarzu i podróżować w pozycji stojącej. Dlaczego?

  1. Na moim fotelu siedziała babinka ze cztery razy starsza ode mnie. Jestem chłopak wrażliwy, miękkie serce mam, więc nie wyrzucę jej z przedziału by szukała swego miejsca. Co prawda, jeżeli przeżyła wojnę i komunę, to stojący trip do Białegostoku też by jej nie złamał, ale czyż mógłbym być aż tak okrutny?

  2. Wagonów podstawiono na styk, byle zmieścić tylu ludzi ilu trzeba. Na malutkich przestrzeniach przedziałów stłoczono po 8 osób. Ludzie oddychają, pierdzą i się pocą. Temperatura wewnątrz oscylowała w granicach 40o C a powietrze gęste niczym kisiel śmierdziało jak tygodniowa kanapka z pasztetową i cebulą.

  3. W moim przedziale siedziała dziewczyna z zespołem Down’a. Oczywiście nic nie mam do trisomii któregokolwiek chromosomu i darzę ludzi chorych pełnym szacunkiem. Ona po prostu darła mordę. Ja nienawidzę gdy ktoś drze mordę. Chyba, że jest to Chester Bennington. Jednakże, gdyby Linkin Park stracili wokalistę i rozpisali casting na nowego frontman’a, owa dziewoja byłaby na szarym końcu listy zaraz za torturowaną kozą.

Ile jest winy PKP a ile podróżnych pozostawiam do waszej oceny. W każdym razie, wybrałem najlepszy element korytarza – przy oknie, nad jarzeniówką, niedaleko kibla (lecz w takiej odległości by nie śmierdziało fekaliami), nawet z wieszakiem na odzież wierzchnią (ze ściany wylazła do połowy jakaś śrubka). Również umęczonemu tyłkowi mógłbym przynieść ulgę, bo jakiś mądry jegomość zamontował rozkładane krzesełka. Niestety, w pociągu tłum, więc co chwila ktoś latał po korytarzu – to jakiś szczyl do kibla, to konduktor bilety sprawdzał, to dzieci grały w barka, to bardzo miły pan z WARS-u tarabanił się ze swoim wózkiem taranując każdą nieostrożną istotę bytującą między przedziałami a oknami (oczywiście nie ja jeden jechałem w pozycji stojącej).

Siłą rzeczy, mnie również przycisnęły potrzeby fizjologiczne i w akompaniamencie narzekań niezadowolonych podróżnych czatujących wraz ze mną w przejściu, udałem się do toalety. Żadnego zaskoczenia. No, może jeden szkopuł – cały sedes (deska też) był obsrany a to nie zdarza się często nawet w pojazdach PKP. Współczując paniom oraz osobom o słabych żołądkach, opróżniłem pęcherz. Woda do spuszczenia wydalin? Zapomnij. Mycie rąk? Dla pedałów. Podróż pociągiem to nie szkółka niedzielna, tu przetrwają tylko najsilniejsi!

Wróciłem na miejsce i twardo stałem obijany co i rusz jakimś bagażem. Starałem się jak najmniej przeszkadzać wsiadającym jak i wysiadającym, więc w pewnym momencie przemogłem się i wlazłem do cuchnącego przedziału. Po kilku minutach przyszedł ktoś z numerkiem zajętego przeze mnie siedzenia na bilecie. Cudownie.

Znów pod okno. Przez jakiś czas czytałem ciekawą książkę, ale ile można zagłębiać się w lekturze? Jedyną alternatywą było oglądanie widoków za szybą. Ogólnie nieźle, lasy i pola nie robiły ani pozytywnego ani negatywnego wrażenia. W końcu jednak dotarliśmy do stacji Pasłęk. Nigdy nie byłem w tym mieście, nie mogę wypowiedzieć się o nim jako całości, ale sam dworzec… koszmar. Zdezelowane budynki wzniesione z cegły pamiętającej czasy, gdy miasto nazywało się Pasłenken, menele pałętający się po brudnych, popękanych chodnikach oraz rzecz wieńcząca dzieło niczym nasienie we włosach aktorki porno – zsyp na węgiel zatkany oparciem kanapy. Kojarzycie taki tekst: Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy? Spokojnie koledzy i koleżanki Pasłęczanie (?). Pochodzę z Moniek, więc mam prawo obrażać inne miasta, gdyż moja rodzinna miejscowość to jedna wielka perła stylu apteki, kwiaciarnie i szmateksy na każdym kroku.

Muszę również podziękować PKP za otwarcie mi oczu na pewną sprawę. Powinienem popracować nad swoim imidżem by być bardziej rozpoznawalnym. Jeden konduktor sprawdzał mi bilet z pięć razy nie mogąc zapamiętać mego obrośniętego lica. Tym samym, moje papierowe pozwolenie na przejazd wyglądało jak prostytutka po bukkake. Może trzeba nagrywać vlog? Stanę się sławny i kiedyś nawet pojadę na piękne oczy? Niee… wtedy rozpoznałby mnie ktoś z Pasłęka i zaczopował okna moimi meblami.

Życzę wszystkim wesołych świąt. Wszystkim bez wyjątku. W zasadzie, gówno mnie obchodzi jak spędzicie Boże Narodzenie, ale wolę abyście byli w te dni szczęśliwi. Nic mi od ludzkiej radości nie ubędzie, a fajnie by było widzieć wasze uśmiechnięte twarze.

Czyż to nie szczere życzenia, hę?

2 myśli na temat “Nocny pociąg z mięsem”

  1. Pasłęk? Tczew? Co tak na około jechałeś? Też miałam okazję jechać przez Pasłęk. Nic szczególnego, ale Giżycko ma stację idealną. Blisko jeziorko i zadbane ulice. Mazury w postaci jak z obrazka. Toaleta zasrana była już w Ełku, a widok kołyszącej się w rytm jazdy pociągu zawartość muszli jest wprost niezapomniany. Proponuję rezerwację przez internet, w wagonie bezprzedziałowym – więcej miejsca i powietrza.

    1. Chciałem ominąć Warszawę, mam uczulenie na krawaty.

      Przegapiłem niestety rezerwacje, następnym razem skorzystam z komputera i faktycznie zabukuję bilet przez internet.

      Z drugiej strony, taki podróżniczy survival ma swój czar. Co to za PKP jak nie ma tłoku na korytarzu, alkoholu w przedziale i fajków w kiblu?

      A Pasłęk? Sorry, jak zatrzymaliśmy się na dworcu i spojrzałem za okno to myślałem, że przegapiłem przystanek i wywieźli mnie do Czeczenii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *