Where did you sleep last night?

Kiedyś, jeden z moich znajomych wyznał mi, że zdradził swoją długoletnią partnerkę. Wiecie co wtedy zrobiłem? Zdobyłem numer telefonu owej dziewoi i wszystko jej wygadałem. W dupie miałem męską solidarność i ewentualne oskarżenia o donosicielstwo. Oszukiwanie ukochanej osoby uważam za totalne skurwielstwo, toteż zdradzających traktuję tak jak na to zasługują.

Na wstępie muszę wyjaśnić jedną rzecz, co by fanki owłosionych nóg i aborcji (czyt. feministki) nie podnosiły zbyt wcześnie rabanu – zdrada jest zdradą, niezależnie kto się jej dopuszcza. Panie mają ten problem, że wszystkie rzeczowniki synonimiczne z ludźmi lekkich obyczajów są rodzaju żeńskiego (przypadek?), ale w tej notce jesteśmy równi. Nie przekonują mnie nawet biologiczne teorie jakoby faceci stworzeni byli do poligamii – po to mamy moralność by hamować popędy. Nie jest dla mnie ogierem mężczyzna zmieniający kochanki jak bronie w GTA – kurwa to kurwa, co za różnica czy macha penisem czy pochwą?

Wracając do sytuacji z kumplem, co skoczył w bok a lądując stanął tak niefortunnie, że zniszczył sobie związek – bez cienia wyrzutów sumienia przyznaję, że walnie się przyczyniłem do jego rozstania z partnerką. Jestem jeszcze dość młody, lecz mam pewne wyrobione przekonania. Można kogoś nie lubić, ale szacunek trzeba okazywać każdemu. Jeżeli ktoś nie szanuje nawet osoby, którą – jak twierdzi – kocha, to kwalifikuje się do pobytu w szpitalu psychiatrycznym.

Moim zdaniem, cały problem polega na dewaluacji słów kocham cię. Według tępaków łażących po świecie, zwrot ten mówi jedynie o uczuciu, które każdy rozumie indywidualnie. Błąd. Jeżeli informujemy kogoś, że go kochamy a on odpowiada tym samym, zawieramy niepisaną umowę:

Chcę być tylko dla ciebie, tobie poświęcić intymne sfery życia – zarówno fizyczne jak i psychiczne. Akceptuję swoją i twoją indywidualność, lecz z tobą chcę dzielić łóżko, kosz na pranie a może nawet konto na Steam. Darzę cię szacunkiem i od ciebie oczekuję tego samego.

Niestety, żyjemy w takich czasach, że zdrada jawi się jako coś naturalnego. Aktorzy, muzycy, politycy i wszelkiej maści celebryci puszczają się nagminnie a zachwycone portale plotkarskie rozpisują się na ten temat. Gdy dodamy do tego totalną wolność seksualną nietrudno o potknięcie na wyboistej drodze życia z ukochaną osobą.

Użyłem ukrytego sarkazmu. Ludzie uwielbiają się usprawiedliwiać po doprawieniu rogów. Jak dla mnie, nie ma żadnego, logicznego wytłumaczenia dla zdrady. Nikt nikomu nie przystawia pistoletu do skroni nakazując zdjęcie majtek (chyba, że gwałciciel, ale to inna para kaloszy). Jeżeli człowiek szanuje swoją moralność, ma ukształtowany system wartości nawet przez myśl mu nie przejdzie, by oszukać osobę, której obiecał wierność. Oczywiście, kretyni i kretynki dorabiają sobie filozofie mające tyle samo wspólnego z normami obyczajowymi co ja z Leonardo DiCaprio. Moim ulubionym hasłem jest: jak suka nie da to pies nie weźmie. Już samo porównywanie kogoś do zwierzęcia jest wystarczającym dowodem na jego niską wartość intelektualną. Poza tym, cóż to za głupie usprawiedliwienie? Zdradziłem, bo koleżanka z pracy akurat dawała? No cholera, właśnie na tym sztuka polega by w natłoku tańszych i droższych tyłków zawsze odmawiać obcowania z nimi. Kolejnym, stałym elementem obrony jest zasłanianie się upojeniem alkoholowym. Brawo, brak ci odwagi by przyznać się do błędu. Jeżeli faktycznie nie pamiętasz skoku w bok to cóż z ciebie za istota rozumna, skoro prosty związek chemiczny potrafi sterować twoim zachowaniem? Zdrada czyni cię szmatą a zasłanianie się C2H5OH podnosi twoją moralność do poziomu megaszmaty! Jak się dobrze napniesz to włosy łonowe zalśnią ci niczym fryzura u supersayana. Często też leci tekst typu: to było tylko raz. Genialny argument. Jak będę miał rozprawę w sądzie to go użyję – tak, zabiłem go, ale tylko raz.

Choć może się to wydać nieprawdopodobne, ja też jestem człowiekiem i mam swoje słabości. Natrafiałem na sytuacje, gdy od zdrady dzieliły mnie jedynie minuty. Nie miałem jednak problemu z panowaniem nad sobą dzięki prostej zasadzie – zawsze myślę, jakbym się czuł gdyby moja partnerka robiła, to co ja teraz. Jeżeli zdecydowałem się poinformować kogoś o swoim uczuciu to biorę na barki odpowiedzialność za dobro drugiej osoby i choćby tańczyły przy mnie roznegliżowane modelki nie ma szans bym dopuścił się jakiegokolwiek czynu lubieżnego. Prawdopodobnie miałbym problemy czysto fizyczne z podejściem do stosunku – uprawianie seksu bez zaangażowania emocjonalnego to zupełnie nie moja bajka. Akt zachodu i wydanej kasy niewarty. Ponadto, myśl o tym, że luba właśnie gotuje dla mnie obiad zupełnie nieświadoma tego, iż mieszam swoje soki z inną kobietą byłaby niczym kamień przywiązany do mojego przyrodzenia.

Tu pojawia się kolejny, zupełnie niezrozumiały element życia z kochankiem/kochanką. Po co komu dzielić rzeczywistość na pół? Przecież mając drugiego partnera trzeba trwać w ciągłym strachu i zakłamaniu, patrzeć ludziom w oczy i wciąż udawać. Nie wierzę w miłość do kilku osób jednocześnie, jeżeli ktoś decyduje się grać na dwa fronty tak naprawdę nie kocha (chyba, że samego siebie). Staram się to sobie wyobrazić – wracam do domu, całuję się z małżonką, bawię się z dziećmi, po czym jadę do kochanki i baraszkuję z nią w łóżku. Mózg rozjebany. Chyba bym umarł z nadmiaru zeszmacenia, po prostu dostałbym szmacianego wylewu i nitki wyłaziłyby wszystkimi otworami ciała.

Pamiętajmy, że zdradą nie jest tylko współżycie poza związkiem. Tak samo, może niekiedy nawet bardziej, boli oszustwo psychiczne. Nie uwolnimy się od seksualności i zawsze będziemy zwracać uwagę na atrakcyjnych przedstawicieli przeciwnej płci. Problem zaczyna się gdy bardziej ciągnie nas do zupełnie innej osoby niż nasz partner. Chcemy z nią spędzać czas, rozmawiać, dotykać. Zachowując silną wolę możemy się od tego uwolnić, lecz z doświadczenia wiem, że znacznie trudniej zablokować myśli niż popędy. Cóż można zrobić z ciężkimi wieczorami, niepoprawnymi snami, ciągłą tęsknotą świdrującą serce? Przyznanie się do tego typu zdrady będzie dla partnera olbrzymim szokiem, ale potrafię zrozumieć osoby, które ją ukrywają. Powiem więcej – bardzo mi ich żal. Aby nie uprawiać seksu wystarczy zostawić zapięty rozporek, umysł zaś rządzi się własnymi prawami a zagłuszenie go to zadanie często niewykonalne. Kto nie doświadczył, lepiej niech się modli, by nigdy go to nie dopadło. Leżysz przy wspaniałym człowieku, wiesz, że kocha cię on bezgranicznie, zaś mózg podsuwa do oczu twarz kogoś innego. Choćby wsadzić igłę pod czaszkę i wydłubać pragnienia.

Nie chcę moralizować. Każdy ma swoją głowę i swoją dupę. Zachęcam tylko do szanowania innych ludzi, szczególnie, że mówiąc im kocham oznajmiamy, iż na poważanie zasługują. Osobiście myślę, że moje partnerki nigdy mnie nie zdradziły. Jeżeli jednak któraś błysnęła niewiernością, próżno szukać we mnie żalu. Mam tylko nadzieję, iż dobrze smakowałem nowemu kochankowi.

Tarcza szmato!

2 myśli na temat “Where did you sleep last night?”

  1. Jestem w szoku. Czytam Twoje wpisy na bieżąco, więc jestem przyzwyczajona do różnorodnej tematyki, jednak temat zdrady i Twojego podejścia do niej mnie zaskoczył. Mam takie same przemyślenia, no ale przeważnie kobiety tak mają. Facetów tak myślących niestety nie przyszło mi spotkać.
    Hmm.. słuchaj, a może powinieneś sprawdzić czy nie rosną Ci cycki? 🙂

    Pozdrawiam i i z Nowym Rokiem życzę Ci byś żył jak tylko chcesz. A jak to będzie miało wyglądać to już Twoja bajka 🙂

  2. Myślałem, że to od piwa rosną ;_;

    Nigdy nie pytałem kumpli o ich podejście do zdrady, ale to chyba normalne, że szanuje się osobę, której powiedziało się “kocham cię”. Toż to podstawa człowieczeństwa!

    Dziękuję za życzenia i odbijam piłeczkę. Obudź się jutro szczęśliwa. A dalej? Whatever, jutro jest zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *