Bodies

Ostatnio, całkiem przypadkowo trafiłem na feministyczny blog. Nic szczególnego, same bzdury będące karmą dla wyzwolonych kobiet. Oczywiście pojawił się temat aborcji. Czytając argumenty za prowokowanym poronieniem jedynie kręciłem z politowaniem głową, utwierdzając się w przekonaniu, że ludzie w strasznie idiotyczny sposób chcą ułatwić sobie życie.

Moim osobistym priorytetem zawsze była odpowiedzialność. Jeżeli się czegoś podejmuję, staram się brać na siebie konsekwencje danego działania. Wiadomo, nie jestem idealny i niekiedy tchórzę, lecz gdy popełniam błąd mam świadomość, iż prędzej czy później przyjdzie mi za niego zapłacić. Już w czwartej klasie podstawówki uczono mnie o pszczółkach i kwiatkach. Nie rozumiałem wtedy zbyt wiele, jednakże chodziłem do szkoły w czasach gdy dzieci grały w gałę a nie ją robiły, więc trudno mi się dziwić. Obecny stan mej wiedzy pozwala mi podejrzewać, że aby kobieta zaszła w ciążę najczęściej potrzebny jest seks. Zresztą, nawet mentalnie upośledzony szympans wie, że decydując się na kopulację, samica może zostać zapłodniona. Ludzie o tym zapominają, traktując współżycie jak zabawę. Bawcie się, nie obchodzi mnie wasza rozwiązłość, ale zakodujcie sobie w głowach, że seks niesie za sobą liczne konsekwencje z niechcianą ciążą na czele. Jak wiadomo, ludzie potrafią radzić sobie z przypadkowymi bachorami w dość brutalny sposób.

Feministki uwielbiają stwierdzenia typu: kobieta ma prawo decydować o swoim ciele. Muszę w tej chwili zakończyć ten akapit, bo pękam ze śmiechu.

Czy panie aby nie decydują o swoim ciele właśnie w tym momencie, gdy rozkładają nogi przed mężczyzną? Tak jak wspomniałem wcześniej, totalny debil wie, że penis plus pochwa często równa się bobas. Podejrzewam, że zwolenniczki i zwolennicy aborcji w genialny i charakterystyczny dla ludzkości sposób dopisali sobie filozofię do wpadki. Wiadomo, w życiu przydałby się save game, lecz nie ma tak dobrze! Jeżeli kobieta uważa, że jest na tyle dojrzała by iść do łóżka z facetem, to również dorosła do rodzenia dzieci.

Inną kwestą jest wychowanie. Raczej nie spodziewam się po osobach, których odpowiedzialność nie sięga nawet własnych narządów płciowych, by były przygotowane do rodzicielstwa. Jednakże, nie widzę też sensu w zabijaniu życia, celem zmniejszenia skutków własnej nieodpowiedzialności. Wiele par, znacznie szczęśliwszych i dojrzalszych niż Mariolka bezrobotna i jej partner Mietek kierowca tira czeka na dziecko, toteż, co szkodzi urodzić i oddać do adopcji? Łatwiej jest wyskrobać, aczkolwiek ludzie mogliby choć część winy brać na siebie zamiast ratować się cudowną, lekarską ręką. Jeśli ktoś uznaje, że nie jest gotowy na potomstwo, to zamiast informować go o możliwościach zabicia berbecia, należy podpowiedzieć gdzie po porodzie należy nową istotę oddać. Jednak żeby to wszystko funkcjonowało sprawnie potrzebne są pieniądze, chęci i – co najważniejsze – poszanowanie dla ludzkiego życia, którego zwolennikom aborcji brakuje.

Pomyślicie pewnie, że jestem całkowicie przeciwny prowokowanym poronieniom. Otóż nie. Są przypadki gdzie niestety trzeba posłużyć się chłodną kalkulacją. Jeżeli ciąża poważnie zagraża życiu matki, kobieta powinna wybrać między porodem a aborcją. Mamy na szali los dwóch istot. Aborcja w tej sytuacji musi być możliwa, jednakże nikt poza partnerem oraz wyszkolonym, profesjonalnym personelem bez etycznych uprzedzeń nie powinien wpływać na kobietę. Trudno sobie wyobrazić jakimi emocjami targana jest ciężarna i jakie myśli kotłują się w jej głowie. Sam nie wiem co bym zrobił gdyby to moja żona znalazła na takim rozdrożu, lecz raczej starałbym się przekonać ją do usunięcia płodu. Jak wspomniałem – chłodna kalkulacja, z której wyniku ciężko być dumnym.

Zupełnie odrębnym problemem jest ciąża będąca efektem gwałtu. Mogę jedynie podejrzewać jak okropnym doświadczeniem jest dla kobiety stosunek wymuszony przemocą, więc nie mam serca zakazywać aborcji w tym przypadku. Nie chcę nawet oponować, by tego typu ciąże donosić a niemowlaka oddać do adopcji lub mimo wszystko wychować. Na pewno są rodziny, którym udaje się opiekować potomkiem przestępcy, ale osobiście nie mógłbym w takim domu żyć.

Być może zauważyliście, że w swoim postrzeganiu prawa do aborcji pominąłem argumenty czysto naukowe. Nie sądzę, by był to temat, w którym książkowa wiedza grałaby pierwsze skrzypce. Na całym świecie mądre głowy starają się usprawiedliwiać usuwanie ciąży poprzez ustalanie początku człowieczeństwa. W którym momencie zarodek lub płód stają się człowiekiem? Choć uważam, że zarodkowi ludzkiemu ciężko nadać miano Homo sapiens, gdyż jest anatomicznie tak skomplikowany jak zarodek żaby, nie sądzę by miało to jakiekolwiek znaczenie dla moralnego prawa do aborcji. Odpowiedzialność – to słowo klucz. Zasłanianie się naukowymi danymi nie zmniejsza zła, które czynimy decydując się na pospolitą skrobankę.

Abyście nie zarzucili mi, że obarczam całą winą płeć żeńską, dodam, iż nie godzi się, by mężczyzna namawiał kobietę do prowokowania poronienia w przypadkach bezzasadnych. Są gnidy, co starają się pomóc żonie pozbyć się ciężaru poprzez przypadkowe uderzenie w brzuch tępym narzędziem. Istnieją również osobniki, które na wieść o ciąży panikują i szukają w internecie odpowiednio dyskretnego doktora. Uciekać od problemu! Oto męstwo XXI wieku. Czy naprawdę muszę pisać, co sądzę o takich mężczyznach? Pozwólcie, że sparafrazuję: Wam kury szczać prowadzać a nie dzieci robić!

Swoimi poglądami na aborcję pewnie zawiodłem wszystkich – zarówno zwolenników jak i przeciwników. To dlatego, że jestem zwykłym facetem, nie radykałem drącym mordę na ulicy. Nigdy nie chciałem narzucać innym swego punktu widzenia. Mam tylko nadzieję, że kobiety chcące zabijać nienarodzonych synów i córki zastanowią się dwa razy zanim to zrobią. Pewnie oczekuję zbyt wiele, od dam pieprzących się w dyskotekowych ubikacjach, by nad ranem, z obawą sikać na magiczny wskaźnik zaciążenia – myślenie na pewno nie jest ich mocną stroną.

Smells Like Teen Spirit

Zastanawia mnie, dlaczego ludzie tak bagatelizują znaczenie zmysłu węchu? Większość z nas nie stawia nosa na równi z oczami, uszami czy ustami. Ogromny błąd. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo nasze życie sterowane jest przez zapachy. Dzięki nim napotykamy sytuacje miłe, żenujące lub nawet podniecające.

Jakiś czas temu, wsiadając do windy spotkałem się z przykrą niespodzianką. Co prawda, dźwig był pusty, lecz osoba, która korzystała z niego ostatnio chyba miała jakieś problemy żołądkowe, bo wskazówka mojego pierdometru wyskakiwała poza skalę. Chcąc nie chcąc, wpakowałem się do windy kalkulując, że sześć pięter spokojnie zjadę bez oddychania. Niestety, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, zatrzymałem się na poziomie drugim i od tego momentu wraz ze mną jechały dwie, względnie atrakcyjne panie. Ich miny, gdy poczuły, iż wkraczają do komory gazowej – bezcenne. Obrzydzenie, niesmak i pogarda w jednym. Oczywiście nienawistne spojrzenia skierowały w moją stronę. Zawstydziłem się jedynie. Choć byłem niewinny, tłumaczenie nie miało sensu. Co miałem powiedzieć? „To nie ja, już tak było gdy wszedłem!”? Zresztą, jak miałem wybąkać choć słowo bez nabierania powietrza?

Jakież zakłopotanie może wywołać poczciwy odór… To jednak nie jest najstraszniejszy nosowy problem, z którym możemy się spotkać. Gorzej, gdy nieprzyjemny zapach roznosimy my. Każdemu przecież zdarzało się śmierdzieć. Nie musi to świadczyć o problemach z higieną! Można wdepnąć w gówno, puścić niespodziewanego cichacza, niedokładnie posmarować pachy antyperspirantem lub zjedzony wczoraj kawałek kiełbasy może zechcieć zakomunikować światu o swoim niepełnym strawieniu poprzez soczyste beknięcie. Najbardziej kłopotliwe są momenty, gdy nie jesteśmy pewni czy to my walimy jak obora czy może ktoś inny. Dyskretne potarcie nosem o rękaw, by sprawdzić stan odzieży? Udawane wiązanie butów, by obwąchać podeszwy i skarpety? Zmartwiona poza z obowiązkowym zasłonięciem ust dłońmi, by ocenić skuteczność pasty do zębów? Spokojnie stary, wszyscy czasami mamy wątpliwości.

Wydawać by się mogło, że to kobiety – te bardziej estetycznie wrażliwe istoty – zwracają większą uwagę na zapach. Pomyłka. Dla pań woń to dodatek, ozdoba, coś czym można się wyróżniać. Panowie wkładają wiele trudu, by pozostać bezwonnymi. Nie chcę wyjawić sekretów płci brzydszej, lecz wiedzcie dziewczyny, iż wasi partnerzy obwąchują naprawdę dziwne rzeczy. Oczywiście głównie odzież. Dla faceta ubieranie się to codzienna walka,.

Trzeba wziąć jakąś koszulkę. Ta przedwczorajsza jeszcze jest chyba dobra. Shit, trochę poplamiona na przodzie. Ale w pracy nie będę zdejmował bluzy. To jeszcze zapach. Niuch. Lewa pacha ok. Niuch. Prawa ujdzie w tłoku.

Cholera, po robocie umówiłem się z Agnieszką. Może trzeba będzie się rozebrać. Majtki jeszcze sprawdzę. Niuch, niuch. W sumie nie ma tragedii, ale wezmę świeże, niech wie, że mi na niej zależy. Kurde, ta plama na koszulce… E tam, jak będę się rozbierał to zdejmę bluzę razem z T-shirtem, że niby taki macho.

Z zapachami wiąże się jeszcze jedna, ciekawa zależność – w naszych mózgach siedzą jakieś małe żyjątka, które przy kontakcie z określonym stanem powietrza uruchamiają wyuczone, nielogiczne reakcje. Tak dla przykładu, gdy byłem jeszcze w podstawówce dostałem solidnego rozstroju żołądka. Wymiotowałem jak kot. Pech chciał, że w tym samym czasie babcia gotowała buraki roznosząc ich fetor po całym mieszkaniu. Mój mózg skojarzył zapach z czynnością i od tej pory, gdy czuję gotowane buraki z trudem powstrzymuję się przed puszczeniem pawia. Podobnie sprawa wygląda w przypadku kiblowych odświeżaczy powietrza. Niby mieszanki w nich zastosowane mają imitować morską bryzę, bez, sosnę i inne takie, lecz przez obcowanie z ogromną liczbą łazienek, przerobiliśmy już praktycznie wszystkie zapachy. Tym samym, mały tip – chcecie wkurzyć ludzi? Idźcie do supermarketu i pryskajcie odświeżaczami. Zaraz wszyscy polecą do ubikacji, bo się szczać zechce.

Oczywiście wrażenia węchowe, to nie tylko te okropne doświadczenia. W końcu wonie można też kojarzyć pozytywnie. Niby istnienie ludzkich feromonów nie zostało udowodnione, ale wszyscy wiemy, że są pewne osobniki, które dobrze pachną. Na pewno każdy z was kiedyś marzył by znów poczuć zapach skóry wybranka. Co się pojawia najpierw – ta potrzeba czy zakochanie? Cholera wie. W każdym razie, skrzyżowanie aromatycznych wydzielin określonego człowieka pozwala uznawać go za atrakcyjnego. Choć wizualnie wcale nie musi być wybitny! Pamiętacie może perfumy, których używał wasz ekspartner? To dopiero skurwielstwo! Podświadomie uznajemy ich zapach za wręcz perfekcyjny, lecz, gdy ktoś spryska się tymże kosmetykiem i siądzie koło nas w autobusie odkrywamy w sobie instynkt mordercy. Dodatkowo, przed oczami staje szczęśliwa miłość sprzed lat, empetrójka zapodaje „Someone Like You” (choć nigdy nie było tej piosenki na liście) a za oknem zaczyna siąpić deszcz. Cry bitch!

Na zakończenie, odkrycie amerykańskich naukowców. Jest to fragment artykułu traktującego o rozpoznawaniu przez mężczyzn dni płodnych u kobiet:

Kluczem do tej zagadki jest zapach kobiety – przekonują naukowcy z Florida State University. Przeprowadzili eksperyment, podczas którego ochotniczki przez trzy noce z rzędu nosiły te same T-shirty w różnych momentach cyklu. Panowie zapytani o to, który podkoszulek najbardziej im przypadł do gustu, wybierali te z fazy płodnej. Badacze na tym nie poprzestali i potwierdzili wyniki metodą obiektywną: zmierzyli poziom testosteronu w ślinie przed i po wąchaniu T-shirtów. Okazało się, że jego zwiększona ilość bezbłędnie wskazała podkoszulki noszone w fazie płodnej.

Ulżyło mi. Zawsze myślałem, że ze mną jest coś nie tak, bo wącham T-shirty koleżanek.

Żartuję, nie niucham damskich koszulek.

Wącham majtki, wolę mieć pewność.

Eat you alive

Na pewno oglądacie telewizję albo surfujecie po necie. Zauważyliście, że z każdego miejsca walą tematy dotyczące jedzenia? Wszędzie przepisy na tanie i pyszne krokieciki, ciasteczka bez cukru i dietetyczne hamburgery. Czasami wydaje mi się, że ludzie wyłącznie gotują i wpieprzają. Stoją cały dzień przy garach żeby zaraz chwycić za noże i widelce. W zasadzie to ich sprawa. Denerwuje mnie jedynie, gdy znawcy chcą dobrać się do MOJEJ lodówki.

Ostatnio, na jakimś portalu ujrzałem artykuł zatytułowany: Po tym co przeczytasz, nigdy już jej nie zjesz!. Byłem strasznie ciekaw, co ma mnie tak bardzo zszokować. Chodziło o czekoladę. Po pierwsze, straszne mi odkrycie, wiadomo, że jest niezdrowa. Po drugie, muszę zaskoczyć autora tego tekstu, nadal wcinam czekoladę i przestawać nie zamierzam. Tak, psuje zęby, powoduje nadwagę i prawdopodobnie wpływa pozytywnie na powstawanie raka mózgu (tego jeszcze nikt nie udowodnił, ale dajcie mi parę tysięcy dolarów, to wynajmę jakiegoś doktora, by tenże fakt odkrył). Gdyby tak spojrzeć na nasze talerze i porównać z tym co głoszą media, już dawno powinniśmy być martwi. W zasadzie wszystko jest trucizną. Warzywa i owoce? Pryskane, pewnie GMO. Woda? Bankowo z pasożytami. Mięso? Krótka droga do miażdżycy i zawału. Słodycze? Bez komentarza. Pomyślcie – czy znacie jakąś potrawę, która byłaby naprawdę zajebista a do tego bezwzględnie zdrowa? Wszystko nas wpędza do grobu, ktoś się uwziął i chce rozpuścić nam flaki. Jedynym ratunkiem jest nie jedzenie niczego. Tylko wtedy mamy szansę przeżyć.

Najgorsze jednak jest to, że do konsumowania pokarmu ludzie dorabiają sobie ideologie. Największymi krzykaczami są wegetarianie, którzy za cel obrali nawrócenie nieświadomych zagrożenia mięsożerców. Muszę wegetarian rozczarować i jako w pełni świadomy pożeracz krów oświadczam – mam waszą filozofię w dupie. Gadacie o szkodliwości spożywania mięsa od dobrych kilku lat, straszycie, nawołujecie, piszecie na forach, robicie ulotki, zakładacie blogi, udzielacie wywiadów i pikietujecie na ulicach. Nie sądzicie, że zakrawa to już na chorobę psychiczną? Jarosze zachowują się jak dzieci, które kłócą się z dorosłymi – wykrzykują swoje racje, reszta udaje, że ich słucha a i tak puszcza wrzaski mimo uszu. Nie ma szans mnie przekonać, gdyż w mym przeżartym tłuszczem mózgu tkwi jeden kontrargument – schabowy!

Wśród wegetarian często pojawiają się głosy mówiące o niepotrzebnym zabijaniu zwierząt. Zgadzam się, nie musimy uśmiercać przedstawicieli innych gatunków, by się wyżywić. Niestety, możemy. Tak działa ten świat, silniejszy zabija słabszego. Dopóki, to świnie siedzą w chlewie a nie my, będziemy robić szynki z ich tyłków. Widziałem typowe, podlaskie świniobicie. Po wszystkim obserwowałem proces produkcji kiełbasy. Później ową kiełbasę zjadłem. Wiecie, co wtedy poczułem? Nic. I nie piszę tego, by pokazać jaki ze mnie krwiożerczy chłop. Ja po prostu nie przejąłem się faktem, że jem świnię. Wrzuciłem coś na ząb, bo byłem głodny. Naprawdę mam większe problemy na głowie niż rozkminiane tego co trzymam na widelcu. Jeżeli jednak zabijamy, róbmy to jak najszybciej i możliwie bezboleśnie. Prosiaki są durne, lecz zadawanie nadmiaru cierpienia nikomu chwały nie przyniesie.

Jedzenie ma pecha, bo jest przyjemne. Jeżeli z czegoś można czerpać uciechę, ludzie muszą odkryć tego szkodliwość i koniecznie dorobić sobie filozofię z tym związaną. Osobiście wolę żyć nawet 15 lat krócej niż mógłbym, ale spokojnie zjeść od czasu do czasu tatara, popić piwem a po wszystkim zapalić papierosa na balkonie. Bez nerwów, postaram się nie zrzucić popiołu na głowy protestujących pod blokiem obrońców zwierząt.