Eat you alive

Na pewno oglądacie telewizję albo surfujecie po necie. Zauważyliście, że z każdego miejsca walą tematy dotyczące jedzenia? Wszędzie przepisy na tanie i pyszne krokieciki, ciasteczka bez cukru i dietetyczne hamburgery. Czasami wydaje mi się, że ludzie wyłącznie gotują i wpieprzają. Stoją cały dzień przy garach żeby zaraz chwycić za noże i widelce. W zasadzie to ich sprawa. Denerwuje mnie jedynie, gdy znawcy chcą dobrać się do MOJEJ lodówki.

Ostatnio, na jakimś portalu ujrzałem artykuł zatytułowany: Po tym co przeczytasz, nigdy już jej nie zjesz!. Byłem strasznie ciekaw, co ma mnie tak bardzo zszokować. Chodziło o czekoladę. Po pierwsze, straszne mi odkrycie, wiadomo, że jest niezdrowa. Po drugie, muszę zaskoczyć autora tego tekstu, nadal wcinam czekoladę i przestawać nie zamierzam. Tak, psuje zęby, powoduje nadwagę i prawdopodobnie wpływa pozytywnie na powstawanie raka mózgu (tego jeszcze nikt nie udowodnił, ale dajcie mi parę tysięcy dolarów, to wynajmę jakiegoś doktora, by tenże fakt odkrył). Gdyby tak spojrzeć na nasze talerze i porównać z tym co głoszą media, już dawno powinniśmy być martwi. W zasadzie wszystko jest trucizną. Warzywa i owoce? Pryskane, pewnie GMO. Woda? Bankowo z pasożytami. Mięso? Krótka droga do miażdżycy i zawału. Słodycze? Bez komentarza. Pomyślcie – czy znacie jakąś potrawę, która byłaby naprawdę zajebista a do tego bezwzględnie zdrowa? Wszystko nas wpędza do grobu, ktoś się uwziął i chce rozpuścić nam flaki. Jedynym ratunkiem jest nie jedzenie niczego. Tylko wtedy mamy szansę przeżyć.

Najgorsze jednak jest to, że do konsumowania pokarmu ludzie dorabiają sobie ideologie. Największymi krzykaczami są wegetarianie, którzy za cel obrali nawrócenie nieświadomych zagrożenia mięsożerców. Muszę wegetarian rozczarować i jako w pełni świadomy pożeracz krów oświadczam – mam waszą filozofię w dupie. Gadacie o szkodliwości spożywania mięsa od dobrych kilku lat, straszycie, nawołujecie, piszecie na forach, robicie ulotki, zakładacie blogi, udzielacie wywiadów i pikietujecie na ulicach. Nie sądzicie, że zakrawa to już na chorobę psychiczną? Jarosze zachowują się jak dzieci, które kłócą się z dorosłymi – wykrzykują swoje racje, reszta udaje, że ich słucha a i tak puszcza wrzaski mimo uszu. Nie ma szans mnie przekonać, gdyż w mym przeżartym tłuszczem mózgu tkwi jeden kontrargument – schabowy!

Wśród wegetarian często pojawiają się głosy mówiące o niepotrzebnym zabijaniu zwierząt. Zgadzam się, nie musimy uśmiercać przedstawicieli innych gatunków, by się wyżywić. Niestety, możemy. Tak działa ten świat, silniejszy zabija słabszego. Dopóki, to świnie siedzą w chlewie a nie my, będziemy robić szynki z ich tyłków. Widziałem typowe, podlaskie świniobicie. Po wszystkim obserwowałem proces produkcji kiełbasy. Później ową kiełbasę zjadłem. Wiecie, co wtedy poczułem? Nic. I nie piszę tego, by pokazać jaki ze mnie krwiożerczy chłop. Ja po prostu nie przejąłem się faktem, że jem świnię. Wrzuciłem coś na ząb, bo byłem głodny. Naprawdę mam większe problemy na głowie niż rozkminiane tego co trzymam na widelcu. Jeżeli jednak zabijamy, róbmy to jak najszybciej i możliwie bezboleśnie. Prosiaki są durne, lecz zadawanie nadmiaru cierpienia nikomu chwały nie przyniesie.

Jedzenie ma pecha, bo jest przyjemne. Jeżeli z czegoś można czerpać uciechę, ludzie muszą odkryć tego szkodliwość i koniecznie dorobić sobie filozofię z tym związaną. Osobiście wolę żyć nawet 15 lat krócej niż mógłbym, ale spokojnie zjeść od czasu do czasu tatara, popić piwem a po wszystkim zapalić papierosa na balkonie. Bez nerwów, postaram się nie zrzucić popiołu na głowy protestujących pod blokiem obrońców zwierząt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *