You know you’re right

Ludzie coraz gorzej znoszą kompromisy. Ewidentnie zbyt często używamy takich słów jak wszystko, wszyscy, wszystkie. Uogólniamy na potęgę i nie widzimy w tym nic złego, w końcu tak nas wychowano – w bezsprzecznej racji.

Chciałbym wiedzieć, ile osób uogólnia nieświadomie a ile jest przekonanych co do słuszności swoich osądów na tyle, że potrafi zarzucać przywary każdemu podmiotowi zawierającemu się w określonym zbiorze. Taki przykład na gorąco – Ukraina. Czytając opinie polityków i politologów dochodzę do wniosku, że wszyscy protestujący na Majdanie to patrioci walczący o wolność. Z drugiej strony są internauci uznający całą rzeszę zgromadzoną na placu za nacjonalistyczną hałastrę hołdującą ideologii dawnej UPA. Odnoszę wrażenie, że Polacy znają tylko dwa kolory i świat obserwują w czerni i bieli. Wszyscy są źli albo wszyscy są dobrzy. Nic pośrodku. Chciałbym jednak zauważyć, że na Ukrainie walczą różne ugrupowania zrzeszające różnych ludzi. To znacznie bardziej skomplikowana mieszanka niż olej i woda w jednej szklance. Oczywiście wszelkiej maści Eksperci, eksperci czy też „eksperci” uznali za słuszne uszyć dwa worki i rozdzielać Ukraińców wedle własnego uznania.

Trudno się dziwić skoro świat opiera się na takich skrajnościach. Jakże modnym powiedzeniem jest: wszyscy politycy kradną. Z tym się nie polemizuje. Jeżeli ktoś zasiada w sejmie to bankowo ma na boku jakiś przekręt. Przy tym kłamie. W końcu wszyscy politycy kłamią. Pomyślcie, czyż to nie zabawne? Wybieramy ludzi, którzy łżą na potęgę i okradają nas w biały dzień. To co z nas za wyborcy skoro głosujemy na złodziei? Szczerze, ilu z was potrafi wskazać przykłady kradzieży wśród polityków? Jasne, pewne sytuacje się znajdą, ale czy naprawdę są one tak częste jak myślimy? Może wszystko się dzieje pod stołami? Może za naszymi plecami? A może jesteście zawistnymi głąbami, zarzucającymi wszystkim wokoło, iż marnują wam życia?

Kobiety kodują sobie w głowach, że każdy facet to świnia. Skoro tak, to nikt paniom nie broni nas unikać. Przytyjcie, zmyjcie makijaż i zostańcie lesbijkami. Chciałbym tylko zauważyć, iż są na tym świecie porządni faceci. Brzydzę się autoreklamą, lecz chyba udowodniłem we wpisach, że rozsądny ze mnie gość. Szanuję kobiety. Jednakże przedstawicielki płci, co na siedząco sikać przywykła z automatu uznają mężczyzn za chamów i prostaków. Dobrze wiecie, że nie wszyscy jesteśmy tacy źli jak się wam wydaje. Po co więc rozsiewacie plotki, marnując czas, który mogłybyście poświęcić na zmywanie?

Na rozpoczęcie nowej myśli zacytuję Bartosza „Fisza” Waglewskiego:

Wyszedłem sobie na spacer
Bo kumpel uczy się do sesji
Pożyczyłem mu linijkę
By podzielił równo kreski
On zawsze mnie ostrzegał
Bo to kumpel jest prawdziwy
Że wszystkie się puszczają
Że wszystkie to są…

Tak jest panowie, wam też się dostanie. Przyznajcie się – choć raz przeszło przez myśl, że wasza ukochana poszła w tango. Ba, nawet, by was zdziwiło, jakby tak nie było. W końcu baby tak mają, że się puszczają. Bez przyczyny wychodzą mi rymy. Akapit skończę, bo grafomanię jątrzę.

Przez tak niesprawiedliwe postrzeganie świata rodzą się stereotypy i ich konsekwencje – spory. Ateiści nie lubią katolików, bo ci na pewno nie potrafią logicznie myśleć i ślepo idą za słowem nasmarowanym w Biblii. Wierzący zaś uznają niewierzących za dzieci szatana co nie szanują żadnej świętości. Niespodzianka, poznałem osobę głęboko oddaną Bogu, która polubiła mnie, choć nie jestem wyznawcą żadnej religii. Wystarczy jedynie dać szansę i odkryć w człowieku coś więcej niż wyznaniową otoczkę.

Jeżeli już jesteśmy przy religii, pamiętajcie, że wszyscy księża to pedofile. Było na TVNie, iż gwałcą chłopców, więc nie zaprzeczajcie. Osobiście znam wielu duchownych zaglądających młodym pod majtki. Żartuję, żadnego nie znam. Lecz w twojej parafii wszyscy kapłani są zboczeni, prawda?

Nasi piłkarze to patałachy i lalusie. Nawet jeśli mamy jednego, co prezentuje światowy poziom i tak nazywamy go beztalenciem. Po prostu dla niesubordynowanego osobnika nie będziemy zawężać zbioru. Każdy, pojedynczy kibic spod biało-czerwonej flagi zna wszystkich piłkarzy grających w naszej lidze i potrafi ocenić poziom ich umiejętności. Jeżeli ktoś z nas kopnie choć raz w życiu piłkę, od razu przykleja się mu do pleców karteczkę z napisem „lama”. Osobiście podejrzewam, że jest to jakiś rodzaj choroby genetycznej – skoro nasi ojcowi grać nie potrafili to i my nie będziemy. Rodzisz się w Polsce – futbolowym niedorozwojem zostaniesz.

Wyliczać można w nieskończoność. Szczególnie, że rasowy Polak ze mnie i od urodzenia jestem wszechwiedzący. W moim kraju wszystkie drogi są dziurawe, wszyscy chleją, wszyscy kradną, pociągi zawsze się spóźniają a prezydenci jeżeli giną, to zawsze na skutek zamachu (ZAWSZE!).

A właśnie, jest jedna rzecz pewna na tym świecie. Śmierć. Reszta to jedynie wasze pierdolenie będące wyrazem znacznie głębszej frustracji niż moja.

Comfortably numb

Większość z nas, mimo braku talentu lubi czasami coś stworzyć. Jeden śpiewa, drugi rysuje a trzeci rzeźbi w gównie – taka potrzeba bycia artystą. Ja również lubię realizować się poprzez nikomu niepotrzebną czynność czyli pisanie. Pomyślmy logicznie – po co ja w ogóle prowadzę tego bloga? Chcę zakomunikować światu: patrzcie, jestem zajebisty i samodzielnie myślący! Jako, że potrafię jedynie układać litery w słowa, (z tworzeniem zdań jest już gorzej) w ten właśnie sposób pokazuję się społeczeństwu.

Jak wspomniałem we wcześniejszej notce, miałem ostatnio straszną blokadę i mimo najszczerszych chęci nie mogłem skleić linijki tekstu. Fatalna sprawa! Tego bloga nikt nie kontroluje, więc mogłem go spokojnie olać. Pozostały jednak zobowiązania wymagające pisanie na czas. Dzień, dwa dałem sobie spokój. Pomyślałem, że muszę odpocząć. Niestety, problem okazał się gruby jak murzyńskie prącie.

Po dwóch tygodniach marazmu wciąż siedziałem tak jak teraz, z kciukami obok spacji patrząc na pustą, wirtualną kartkę. Zaczynałem zdanie, by po sekundzie dusić Backspace. Znowu gapiłem się w biel przysłoniętą kurzem z ekranu. Zdanie. Backspace. Zdanie. Backspace. Tak do porzygu.

Musiałem coś zrobić, musiałem sobie jakoś pomóc. Musiałem zabrać się do roboty!

Oczywiście zacząłem na ostro. Następnego dnia, zaraz po powrocie z pracy odpaliłem YouTube i oglądałem kompilacje wypadków.

Później zjadłem obiad.

Najedzony leciałem już na pełnym gazie. Włączyłem Worda.

Po czym wróciłem do YouTube.

Popatrzyłem na straszący pustką dokument i zmartwiłem się na tyle, że… nadal oglądałem filmiki.

Jakież to było beznadziejne! Czy jednak nie pamiętacie etapu w swoim życiu, gdy zachowywaliście się identycznie? Ważny projekt? Praca magisterska? List do ukochanej osoby? Choćby losy świata zależały od napisanego przez was tekstu, litery nie chcą spłynąć na papier! Nawet fizjologia w takich chwilach przeszkadza. Nienaturalnie często zachciewa się szczać, w żołądku wciąż burczy a plecy swędzą jak pojebane.

Jeszcze tego samego dnia porozmawiałem ze znajomymi na Facebooku. Dobra, ze znajomą. Użyłem liczby mnogiej bo chciałem być fajny. W każdym razie, miałem nadzieję, że luźna pogawędka mnie nakręci. Zadzwoniłem również do domu rodzinnego. Nic z tego, kartka wciąż pusta.

Kolejnego dnia sprzątałem. A dobrze wiemy, że porządkowanie pokoju przy natłoku roboty jest oznaką kompletnej desperacji. Gdy półki lśniły czystością, usiadłem przed komputerem.

Ależ na tym Kwejku dużo śmiesznych rzeczy! – pomyślałem i zapłakałem.

Następny wieczór, następna strata czasu. Doszedłem do tego etapu, że patrzyłem zafascynowany przez okno na delikatne krople deszczu rozbijające się o psie gówno wystające spod topniejącego śniegu.

Postanowiłem poszukać pomocy w internecie. Na jakiejś mądrej stronie wyczytałem, że najlepiej pisze się po alkoholu.

Zaopatrzyłem się w piwo oraz orzeszki po czym zasiadłem przed laptopem. Powiem wam, to działa! Trzepałem w klawisze jak nakręcony. Problem w tym, że wytrzeźwiałem i musiałem czytać tekst stworzony na rauszu…

Co myślałem, że piszę:

Serce Michała przepełnione żalem po stracie Agnieszki miotało się wewnątrz ciała niczym ptak uwięziony pośród gęstych gałęzi drzewa. Mężczyzna czuł, że zniweczył ostatnią szansę na odzyskanie jedynej osoby, dla której chciał podnosić się z łóżka każdego dnia.

Co napisałem:

Odeszła od niego! : D Głupia dzifka. LoL :*

Jak łatwo się domyślić, zbyt dużo zachodu byłoby z poprawianiem tekstu. Alkohol więc przyniósł jedynie kaca. W konsekwencji, następnego dnia jeszcze więcej czasu spędziłem na kiblu.

Poddałem się. Puściłem w słuchawkach Pink Floyd i zacząłem czytać… Pana Tadeusza. Wstyd się przyznać, ale nigdy nie przebrnąłem przez naszą narodową epopeję. Tym razem również się nie udało, ledwie inwokację ogarnąłem, ale dzięki niej znów zacząłem pisać. Obudziła się moja wyobraźnia, wziąłem długopis i nabazgrałem poniższe (uwaga, dużo wulgaryzmów):

Mickiewicz vs. Pan Tadeusz

Już z pięć dni nic nie napisałem. Słowacki pewnie tomik kończy. Głupi kutas.

Dobra… co by tu dzisiaj pocisnąć. Może tak:

Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych

Szeroko nad błękitnym Niemnem…

No i się wjebałem… Jaki dać logiczny rym do „zielonych”?

Rozrzuconych?

Rozpalonych?

Może po prostu “rozpierdolonych”?

Dżiz… idę do kibla.

Myśl kretynie, myśl!

Muszę coś napisać, uciśniony naród czeka!

Wiem! Rozciągnionych!

Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych!

Cholera, jest w ogóle takie słowo „rozciągnionych”?

Jebać to, jestem wieszczem! Nikt się nie kapnie, a jeżeli nawet, uzna to za oznakę mego geniuszu.

Lecimy z kolejnym wersem, teraz nakurwię takiego węgorza, że się Julek posra!

Ale najpierw sam skoczę do kibla.

Tekst jest totalnie bzdurny, lecz pomógł mi zrozumieć, że wcale nie muszę się tak spinać. Ani ze mnie poeta, ani artysta, ani nikt ważny. Po prostu mam wyobraźnię i mogę od czasu do czasu przełamywać niechęć i realizować wykreowane pomysły. Ta notka jest właśnie jednym z nich. Wskoczy do internetu, zrobi falę jak centymetrowy kamyczek ciśnięty w taflę jeziora i przestanie istnieć. Ja zaś będę zadowolony bo poukładałem słowa, zrobiłem coś co lubię. I zapomnę o twórczej niemocy.

Żartuję, w moim przypadku to żadna niemoc twórcza.

Po prostu jestem leniwą sukwą.

Necronomicon

Nareszcie udało mi się coś napisać. Nie jestem w pełni zadowolony z tego co zamieszczam, czuć wciąż nutkę wymuszenia i ciężkie, mgliste znudzenie, ale i tak cieszę się, że skrobnąłem aż tyle. Przez ostatnie kilka tygodni pisanie było dla mnie udręką, słowa nie układały się w logiczne zdania a palce skakały po klawiaturze jakby od niechcenia. Jako, że (uwaga, spoiler!) niemoc twórcza ma być tematem kolejnej notki, nie dodam już nic więcej. Oprócz tej kropki na końcu. I sprostowania po niej. Oraz… Whatever.

Jak już wiecie, lubię się bać. Horrory to moja pasja a dzięki nim mam wyobraźnię bujną niczym włosy łonowe Azjatek. Jako, że widziałem naprawdę wiele, warto jest mieć mnie w drużynie podczas ewentualnej apokalipsy zombie, wkroczenia szatana na ziemię czy zwykłej nocy, podczas której sąsiadowi z naprzeciwka odbija i zaczyna on zarzynać ludzi jak świniaki. Niestety, nie każdy będzie miał tyle szczęścia, że stawi czoła nadchodzącemu złu ramię w ramię ze mną, więc zdradzę kilka porad ukształtowanych w mym zatrutym filmami, książkami i grami umyśle, a które mogą wam kiedyś uratować życie.

  1. Nie sprawdzaj tego

Jeżeli schroniłeś się przed deszczem w starym, opuszczonym domu i nagle słyszysz dziwne odgłosy dochodzące z piwnicy, to nie idź w tym kierunku. Na pewno nie ma tam nic dobrego. W najlepszym wypadku, spotkasz szczury niewarte wyprawy do skąpanych w mroku podziemi.

  1. Run Forest, run!

Ktoś kiedyś powiedział, że ucieczka, to też forma walki. Chyba płynie we mnie francuska krew, bo w pełni się z tym zgadzam. Jeżeli masz możliwość bić się ze stworami wypełzłymi z piekielnej otchłani, lub po prostu spierdalać, wybierze to drugie. Sam na wszelki wypadek nie noszę glanów, lecz trampki. W czasie gdy ty zaczniesz kopać rywala po kostkach z nadzieją, że nie wbije ci on kosy między żebra, ja będę już trzysta metrów dalej zwiększając diametralne swe szanse na przeżycie.

  1. Szable w dłoń

Jeśli już musisz wejść gdzieś, gdzie możesz spotkać żywego trupa, weź ze sobą cokolwiek. Nawet z lampką nocną w łapie nie jesteś już bezbronny. O ile w filmach bohaterowie zwykle dzierżą choć prowizoryczny oręż, o tyle wiele gier komputerowych, to prawdziwe perełki nielogiczności. Łazisz po nawiedzonym domu pełnym dziwnych dźwięków, zjaw i wszelkich innych gówien a nie możesz wyrwać nogi z taboretu, żeby w razie czego przywalić potworowi w łeb. Ja tam czułbym się nieco pewniej trzymając drewnianą pałę w dłoni, nawet gdybym wiedział, że na niewiele się ona zda w starciu z hordą zombie.

  1. Szczym ryj

Budząc się w opuszczonym szpitalu, gdzie medyczne sprzęty porozrzucane po podłodze spływają świeżą krwią, na miłość boską, nie krzycz: JEST TU KTO?!. Wszyscy pracownicy i pacjenci raczej nie poszli na pokaz pościeli, więc lepiej skombinuj jakąś broń i gdzieś się skitraj.

  1. White Power

Gdy będziesz kompletować drużynę na czas apokalipsy zombie, bierz tylko białych. Czarni na niewiele ci się przydadzą, i tak zginą na samym początku, gdy tylko wyjrzą za winkiel. Najdłużej cieszyć się będziesz z towarzystwa piersiastych, głupawych blondynek. Jeżeli zeżrą je zombie, to dopiero na samym końcu. Nikt nie zrezygnuje z cycków już na początku przedstawienia.

  1. Po co?

Zawsze zadawaj sobie to pytanie, możesz uniknąć niepotrzebnych komplikacji. Jeśli kumple zapraszają cię do udziału w spirytystycznej sesji gdzieś na odludziu, pomyśl – potrzebne ci to? Najprawdopodobniej ich zabawa skończy się popuszczeniem w prześcieradło a nie przywołaniem demona, ale po co próbować?

  1. Spytaj milicjanta

Gdybyś napotkał na swej drodze policjanta, lub innego przedstawiciela lokalnej władzy, trzymaj się go kurczowo. Dlaczego? Żadna pozaziemska siła nie wyskoczy na ciebie, gdy będą przy tobie wiarygodni świadkowie. Oczywiście zamykając się w łazience na małego klocka, możesz być pewien, że zaraz coś cię wciągnie do muszli, toteż nawet srać chodź z władzą.

  1. Little girl

Pamiętaj, ta postać przypominająca zupełnie normalną, kilkuletnią dziewczynkę o czarnych włosach ustrojoną w długą, ciemną suknię wcale nie jest tym na co wygląda. Małe dzieci rzadko stoją samotnie w starym domu, będącym miejscem niedawnego morderstwa. Nie należy pytać tych dzieciaczków czy się zgubiły a już na pewno do nich nie podchodzić.

  1. Show must go on

Nagrywanie wygłupów swoich i znajomych, to zawsze dobry pomysł. Pamiętaj jednak, że w momencie, gdy twój kumpel Marek zostaje pożarty przez ogromną, pradawną bestię czającą się teraz pośród upiornych drzew ponurego lasu, powinieneś przestać kręcić. Nie chodzi tylko o szacunek do zmarłego. Po prostu rzuć w cholerę ten nieporęczny sprzęt i raczej…hm, no nie wiem… uciekaj?

  1. Nam strzelać nie kazano

Jeżeli znajdziesz broń palną, daj ją największemu łamadze w ekipie, właśnie temu lamusowi, co nigdy nie miał do czynienia nawet z pistoletem na wodę. Zaręczam, że poradzi sobie z gnatem lepiej niż zawodowy snajper i będzie walił same headshoty. Taka to już zasada horrorów, najlepiej strzela ten, kto wcześniej nie strzelał.

  1. Zwykłe przeziębienie

Żaden ze mnie ekspert, lecz z całą pewności mogę stwierdzić, iż nie istnieje na świecie choroba powodująca lewitację nad łóżkiem, mówienie w różnych, mrocznych językach i przekręcanie głowy o 360 stopni bez zakończenia tego zgonem. Toteż, jeśli twoja córka właśnie tak się zachowuje, nie zabieraj jej do rodzinnego lekarza. Od razu wołaj proboszcza, albo (co osobiście preferuję) rozsmaruj jej łeb na ścianie.

  1. House

Niezależnie od tego, co mówi ci handlarz nieruchomościami, kupowanie domu stojącego na starym, indiańskim cmentarzu nie jest rozsądne. Znacznie lepiej wyjdziesz na wydaniu kilkunastu tysięcy dolarów więcej i kupnie chaty bez przeszłości.

  1. Big city life

Każdy, kto czytał choć jedną książkę Kinga, wie, że osoby mieszkające w małych miejscowościach mają kompletnie przejebane. Dziwne rzeczy nigdy nie dzieją się w Warszawie, Nowym Jorku czy innym Łiskonsin. Za to takie Mońki idealnie nadają się na atak psychola uzbrojonego w katanę czy odprawianie obrzędów ku czci pana piekieł. Zresztą, znacie Silent Hill? No, to lepiej kupcie jakąś hacjendę w stolicy, bo prędzej czy później wasza mieścina zmieni się w wylęgarnię zła.