Wirtualni chłopcy

Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.

Choć do niedawna uważałem słowa Stanisława Lema jedynie za modny slogan, coraz częściej się z nimi zgadzam. Ogólnie ludzie nie są szczególnie bystrzy, ale w sieci poziom ich kretynizmu osiąga apogeum.

Jeszcze parę lat temu, bardzo chętnie udzielałem się na internetowych forach. Pytałem, odpowiadałem, radziłem, wymieniałem poglądy. Mimo, iż byłem młody i głupi, mogłem swobodnie rozmawiać ze starszymi od siebie (nie, nie mam pedofilskich doświadczeń), ucząc się wielu ciekawych rzeczy. Później, raptownie coś się zmieniło. Dostęp do Internetu stał się powszechny, pod każdym artykułem, na popularnych serwisach informacyjnych pojawiały się wątpliwej jakości komentarze będące dnem ortograficznym, stylistycznym i merytorycznym.

Czy tylko ja mam takie wrażenie, że Internet coraz bardziej się stacza? Pal licho filmiki na YouTube czy gify z kotami na Kwejku – z tego można się pośmiać i poprawić sobie humor. Chodzi mi raczej o to, iż praktycznie każda treść prezentowana w sieci jest pożywką dla znudzonych życiem… hm… hejterów? Nie, to już nawet nie są hejterzy, przypominają raczej uczuciowo upośledzonych schizofreników.

Dyskusja w Internecie staje się synonimem kłótni, choć kłótnia może poczuć się urażona takim porównaniem. Komentatorzy internetowi mają tendencję do radykalizacji swych poglądów i nie uznają kompromisów. Przez to, rozmowa zwykle prowadzi do walki. Dwie osoby o różnych poglądach obrzucają się mięsem, bez szacunku do wzajemnych przekonań. Nikt nie chce weryfikować własnych idei, nikt nie zastanawia się nad tym co przekazuje mu partner (oponent?) w dyskusji, nikt nawet nie myśli o ewentualnej zmianie sposobu rozumowania. Wciąż króluje przekonanie, że osoba mająca inne upodobania, to pryszczaty gimnazjalista, co życia nie zna.

Pozwólcie, że przytoczę taki arealny przykład. Ktoś dorwał moją fotkę w necie, przyjrzał się dokładnie i rzekł: Frustrat jest przystojny. Z trudem powstrzymując napad histerycznego rechotu, raczyłbym się z tym twierdzeniem nie zgodzić. Nie zmienia, to jednak faktu, iż marzę, by ten turpista przekonał mnie, że wyglądam całkiem znośnie. Wymieniamy poglądy, zwracamy uwagę na konkretne elementy mej twarzy rozprawiając o ich walorach estetycznych. Najprawdopodobniej nikt z nas nie zmieniłby opinii na temat mej aparycji, ale nie o to przecież chodzi. Ważne byśmy oboje zakładali, że możemy błądzić.

Pomyślcie teraz o wirtualnych dysputach. Jedynym ich celem jest zwyzywanie rozmówców i narzucenie im swojej ideologii. Miliony ekspertów znających się na wszystkim, chcących oczarować świat swą wiedzą. Wymuszenie zmiany rzeczywistości na swój fason. Praktycznie nie istnieje już myśl: może to ja się mylę?. Internetowy komentator zawsze ma rację, nawet jeżeli zrobi błąd ortograficzny, będzie sprzeczał się z profesorem Miodkiem, nazywając go gimbusem.

Nie drażnią mnie szczególnie puste rozmowy o dupie Maryni. Najgorzej, gdy forumowi krzykacze biorą się za poważne tematy. Politykę na przykład. Albo mi się wydaje albo e-Polacy mają w mózgach złośliwe oprogramowanie przedstawiające oczom tylko sprawy związane z partiami politycznymi. Nieważne czy chodzi o artykuł na temat sportu, podróży, filmów, pogody czy szkodliwości spożywania szczypiorku – zawsze pojawi się jakiś podtekst polityczny. Przepraszam – POlityczny. Jeśli nie chcesz być POstrzegany jako leming hołdujący POpulistycznym tekstom, musisz tak pisać. Oprócz tego, trzeba narzekać na Tuska, PO i rząd oraz wszędzie widzieć spisek.

Jeżeli wymiana poglądów przebiega w atmosferze targowej pyskówki a nie wojny nuklearnej, można ją jakoś znieść. Niestety, komentatorzy mieszają z błotem każdego – przecież, to oni są specjalistami i jakiś tam Kruczek nie wmówi im, że wyselekcjonował najlepszy skład na Turniej Czterech Skoczni. Użytkownik ~Adi2001XD wie dużo więcej o skokach, jedynie zmowa Tuska i ekipy powstrzymuje go przed objęciem kadry narodowej.

Nie chcę używać nazw konkretnych portali, ale chyba wszyscy dobrze wiemy o jakich, niegdyś popularnych i profesjonalnych, serwisach piszę. Myślę, że strony te poddały się społecznej presji dostosowując się do poziomu odbiorców. Chwytliwe, niejednoznaczne tytuły nakłaniające choleryków do wylewania swych żali, kontrowersyjne pytania na zakończenie artykułu, wałkowanie jednego,bkłótniogennegobtematu przez kilkanaście dni. Nie sądzę, by był to wymysł dziennikarzy, lecz raczej efekt przymusu specjalistów od PR, marketingu i innych obcobrzmiących zawodów służących wyszukiwaniu tego, co szary tłum potrzebuje.

Absolutnie nie stałem się obrońcą internetowej czystości. W zasadzie nie spędzam w sieci bardzo dużo czasu, najczęściej wyszukuję potrzebne informacje, gry komputerowe i oczywiście zwierzęcą pornografię. Po prostu ubolewam, że tak fajne medium komunikacyjne staje się królestwem szczekających ratlerków chorujących na syndrom PO-PiS. Lubię dyskutować, to wzbogaca moje myślenie. Nienawidzę jednak gdy traktuje się mnie jak pustą beczkę, do której trzeba upchać kilogramy bzdur. Wkładajmy sobie do głowy, to co uznamy za wartościowe i szanujmy innych.

A jeżeli chcecie pokazać swoją wyższość intelektualną, idźcie przedstawić posiadaną wiedzę pierwszemu, lepszemu doktorowi specjalizującemu się w danej dziedzinie. Zobaczycie jacy jesteście mali a wasza mądrość wyniesiona z Internetu i telewizji okaże się szczątkową informacją pozwalającą jedynie na forumowe bluzganie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *