Jealousy makes you nasty

Zazdrość… To jest dopiero moc! Spójrzcie na naszą historię. Większość konfliktów napędzanych było zazdrością – o bogactwa, o terytorium, o dostęp do morza, o kobiety. W dzisiejszych czasach człowiek pozbawiony chęci posiadania jest uznawany za nieambitnego. Bez przesadnych pragnień bylibyśmy lepsi, lecz powiedzmy sobie uczciwie – tylko dzięki nim wyszliśmy z epoki narzędzi otoczakowych.

Zacznijmy od zdefiniowania słowa „zazdrość”. Według słownika PWN jest to:

1. «uczucie przykrości spowodowane brakiem czegoś, co bardzo chce się mieć i co inna osoba już ma»

2. «silne uczucie niepokoju, że ukochana osoba mogłaby nas zdradzić»

W tejże notce zajmę się jedynie pierwszym znaczeniem tego wyrażenia. Nie napiszę o zazdrości partnerskiej, bo musiałbym napomknąć o biologii, ewolucji i takich tam a udawanie pseudointelektualisty zaczyna mnie męczyć.

Przyznajcie się, czasami żal wam dupę ściska, co dziewczyny? Gdy podchodzi do was koleżanka będąca uosobieniem męskiego wyobrażenia o atrakcyjnej kobiecie, to z uwagą przyglądacie się jej ciału, by wyłapać choć najdrobniejszą niedoskonałość. Nawet, jeśli coś znajdziecie, i tak chcecie być takie jak ona. A nie, czekajcie. Cóż z tego, że jest piękna jak w głowie ma pusto i puszcza się za kilo kartofli na niestrzeżonym parkingu. Info pewne!

A mężczyźni? Wiedzą, że kobiety lubią władzę i pieniądze (bez urazy panie, piszemy tu poważną notkę a nie liżemy się po tyłkach), więc tego pożądają. Bogaty koleś szarżujący własnym Porsche wydaje się mieć wielu znajomych, a tak naprawdę większość liczy, że choć część jego blasku spłynie na nich. Jeżeli już nie ma takiej możliwości, trzeba rozgadać, iż facet wszystko ukradł, teraz jest w ogóle spłukany i zgrywa ważniaka a samochodem rekompensuje sobie małego penisa.

Jakież to ludzkie. Czy jednak wszystko co nasze musi być złe? Absolutnie. Tak naprawdę gdyby nie zazdrość większość z nas rzadko kiedy ruszyłaby się sprzed telewizora (o ile ktoś w ogóle wynalazłby telewizor). Znajdzie się jeden ambitny, któremu szara masa taka jak ja nigdy nie dorówna, ale trzeba chociaż sprawiać wrażenie zaangażowanego. Szczególnie, gdy jest się facetem. Tajemnicą nie jest, że to kobiety zioną szczególną zawiścią i pokazują ją tylko w zaufanym gronie (takim gdzie nie ma osoby, którą właśnie obgadują) Toteż upust swej zazdrości panie dają w towarzystwie mężczyzn, zmuszając ich do ciekawej gry w udawanie. W końcu nic tak nie wkurza kobiety jak widok leniwego partnera siedzącego na kanapie. Wkurwioną babę da się znieść, jeśli nie drze ryja, ale każda ma odpał szału kilka razy w roku, najczęściej po spotkaniu z koleżanką, którą mąż zabrał na ekskluzywne wakacje do Egiptu. Facet może załagodzić spór robiąc coś. Owo coś przyniesie zyski umożliwiające w pierwszym kwartale ewentualnie wyjazd do Radomia na kajaki, ale za 8 lat uzbiera się na piramidy. Dałoby się sumę zorganizować szybciej, lecz kobieta po okresie frustracji i krzyku w końcu zmniejsza volume i mężczyzna znów może spokojnie pracować na 40% możliwości. Oczywiście do czasu kolejnego wybuchu ukochanej Grażyny.

Na szczęście kobiety są jakie są, inaczej mężczyźni dawno by zależeli się na śmierć. Facetom też zdarza się zazdrościć, lecz u nas uczucie to ma inny wymiar. Niby chciałoby się mieć milion dolarów, ale… jak będzie chociaż na piwo, to też dobrze. Fajnie by było pośmigać BMW X6, ale… Golf też się nada. Po prostu umiemy cieszyć się z małych rzeczy! Chciałbym mieć murzyńskie przyrodzenie, ale… ech.

Wśród przedstawicieli płci brzydkiej są też osobniki megaambitne, o których czytacie w gazetach. Jak wszyscy na pewno wiecie, trwa aktualnie mundial. Po boiskach latają piękni, wysportowani i bajczenie bogaci piłkarze mogący ukraść każdą nadwiślańską piękność. I co robią nasi mężczyźni? Podziwiają ich! Wyobrażacie sobie, że panie z uwagą śledzą jak obiekty westchnień ich mężów prezentują swe atuty na arenach? Proszę was…

Ja co prawda jestem facetem, ale raczej pipkowatym. Tym samym, dość często bywam zazdrosny. Ostatnio zastanawiałem się nad tym i doszedłem do wniosku, iż to głównie przez moją beznadziejność w każdej dziedzinie. Tak naprawdę nic nie robię dobrze, ewentualnie czasami wyjdzie mi coś średnio. Choć wiele razy chciałem zmienić ten stan rzeczy, nigdy mi się to nie udało. Za to dorobiłem się całej rzeszy ludzi starających się przekonać mnie, że jestem fajniejszy niż myślę, przez co nie mogę zostać pełnoetatowym przegranym.

Boże… nawet w byciu pipą jestem beznadziejny.

2 myśli na temat “Jealousy makes you nasty”

  1. Zazdrość zazdrością, ale tu już ponad miesiąc nic się nie dzieje. Umarłeś? Chorujesz? Masz kaca? Nie śpisz – zwiedzasz?
    Obudź się i pisz bo smutno jakoś tak…

  2. Chyba już się nie doczekam kolejnego wpisu… A szkoda.
    No cóż, będę tu jeszcze zaglądać – tak na wszelki wypadek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *