Lonely day

Lubię być sam, trzeba to otwarcie przyznać. Podejrzewam, że kobiety mogą takie wyznanie pochodzące spod palców faceta potraktować jako niechęć do jakiegokolwiek kontaktu, ale po co ukrywać wrodzone cechy (szczególnie te cholernie irytujące)? Nie mylmy jednak miłości do wieczoru spędzonego sam na sam przed monitorem komputera z uczuciem samotności. Różnica jest mniej więcej taka jak między zadbaną, luksusową prostytutką a dziwką Amandą pracującą w wenezuelskim burdelu. Niby to samo a jedynie korzystanie z pierwszej opcji nadaje się do przechwałek przed kolegami.

Nie byłbym sobą gdybym przy okazji pisania tej notki nie zajrzał do Wikipedii. Otóż definicja hasła samotność brzmi:

Zjawisko subiektywnie odczuwane, stan emocjonalny człowieka wynikający najczęściej z braku pozytywnych relacji z innymi osobami. Często ma wydźwięk negatywny.

Zupełnie nie rozumiem po co dodano ostatnie zdanie. Samotność ma zawsze wydźwięk negatywny. Zdziwieni? Sądzę, że tak. W końcu niesprawiedliwie nazywa się mnie samotnikiem.

Jednakże z tego co wiem, jestem zdrowy psychicznie, toteż samotność nie może być dla mnie niczym fajnym. Niemożność odezwania się do kogokolwiek, brak akceptacji ze strony drugiego człowieka, ciągłe przebywanie ze swoimi myślami i w swoim towarzystwie. Co miałoby mi się podobać w takim życiu? Oczywiście nie oznacza to, iż gardzę chwilą w ciemnym pokoju pełnym ciszy niezmąconej choćby wibracją komórki.

Niestety, większość ludzi myli pojęcia nie potrafiąc zrozumieć, że ktoś lubi spędzić piątkowy wieczór świętując kolejną smoczą śmierć puszeczką piwa. To niemodne, lamerskie, wręcz nienormalne. W przeciwieństwie do udzielania się pod wszystkimi wpisami na Fejsie, wpraszanie się na czyjeś imprezy i wrzucanie do internetów własnej mordy licząc na kilka pozytywnych komentarzy.

W erze totalnej deprywatyzacji towarzyscy inaczej mają naprawdę ciężko. Tylko czekam aż ktoś wpakuje mnie w kaftan i przywiąże do dupy uczestnika parady równości bym się zasymilował ze społeczeństwem.

Myślicie, że przesadzam? To panowie powiedzcie kiedyś swoim kobietom, że dziś nie macie ochoty się spotykać, bo chcecie trochę odpocząć. Odważyłem się na tenże ryzykowny krok jedynie 2 czy 3 razy podczas całego życia. Damn, przecież to była totalna masakra – niby zrozumiała, niby nic się nie stało a i tak były pretensje jakbym ojca sztachetą zajechał. Znacznie bezpieczniej jest symulować chorobę. Jeżeli myślicie, że lubuję się w niezrównoważonych psychicznie pannach, oczywiście macie rację. Aczkolwiek podam inny przykład – co mówicie znajomym, gdy nie chce się wam iść na imprezę? Wybaczcie, wolę dziś pobyć sam/a? Oczywiście, że nie – kłamiecie, że źle się czujecie, macie szlaban od babci za niezjedzenie drożdżówki lub udajecie się na pogrzeb chomika Wacława do sąsiedniego miasta. Wszystko, by nie przyznać się do jednorazowej chęci zamulani przed kompem.

Musisz się pokazać, musisz krzyczeć najgłośniej i tańczyć najszybciej. Paradoksalnie, nakręca to spiralę samotności. Wiem co mówię! W globalnej wiosce wręcz nieprawdopodobnym byłoby utonąć w prawdziwej niedostępności drugiego człowieka – nawet na jebanej pustyni spotkacie jakiegoś beduina. Samotność to jednak sprytny pasożyt, potrafi się przystosować i dzisiaj jej najzjadliwszą wersją jest samotność w tłumie.

Gadasz, ale nie rozmawiasz.

Idziesz, ale nie spacerujesz.

Uprawiasz seks, ale nie kochasz się.

Niby wszystko w porządku, niby żyjesz zgodnie z telewizyjnym przykładem a samotność wciąż rośnie, wciąż nie daje spać, wciąż nie pozwala myśleć. Choć wskazówka licznika znajomych się podnosi to i tak po imprezie wracasz do pustego domu i robisz tego ostatniego drinka mającego wreszcie przenieść cię do czasów, gdy nie czułeś się tak okropnie jak dzisiaj

I teraz przyznaj przed samym sobą, że nie znasz tego uczucia.

Ups, zdarzyło się? Owszem, bo samotność choć niemodna i tępiona przez mass media rośnie w siłę i zżera po cichu tych co najszerzej się uśmiechają. Toteż doceńcie, gdy ktoś otwarcie mówi o chęci spędzenia dnia sam na sam ze sobą – on na pewno nie ma problemu z samotnością.

PS. No, nie było mnie trochę, ale nie chce mi się tłumaczyć :]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *