The kids aren’t alright

Kilka dni temu udałem się do kina na Małego Księcia. Tak, na bajkę. Ja bardzo lubię bajki. Szczególnie te mądre. Samego Księcia czytałem w życiu 2 razy, będąc w podstawówce i jakoś zaraz po studiach. Gdy byłem dzieciakiem, lektura zupełnie nie przypadła mi do gustu – uznałem ją za zwyczajnie głupią i nielogiczną. Wracając do dzieła po latach, zrozumiałem ile mądrości w nim zawarto. To znaczy, że dorosłem? Czy może zdziecinniałem?

Czym jest dorastanie? Zapominaniem o dzieciństwie? Wstydzeniem się dzieciństwa? Niee… To by było przykre. Moim zdaniem człowiek nigdy nie dorasta, jedynie dojrzewa. Zmienia się nasze postrzeganie świata, zmieniają się priorytety, kształtuje się poczucie odpowiedzialności.

Jednakże mój pogląd nieco kłóci się z oficjalnym podejściem do dojrzałości. Czym tak naprawdę cechuje się prawilny dorosły?

Praca? Jest. Mały samochód? Jest. Krótki buziak rano i seks co trzy dni? Jest. Dziecko ubrane w ciuszki od Dolce&Gabanna? Jest. Telefon za 3 kafle, by wszystkie ważne w życiu rzeczy nagrać lub sfotografować? Jest. Piątkowe piwo ze znajomymi żeby pokazać, że wciąż jestem szalony? Jest. Posługiwanie się korpomową aby sprawić wrażenie ambitnego i pełnego know how (kocham to określenie)? Jest.

Takie dorastanie wydaje się być nudne, więc cieszę się, że nie wszyscy w około są tak dojrzali i rozsądni jak nakazują standardy dzisiejszego świata. Niestety, większość odrzuca przeszłość i radośnie tonie w odmętach codzienności. Zapominają o Pilocie i Róży. Nawet czytając te słowa nie przypomną sobie nikogo, kto w ich życiu mógłby zająć miejsce tych postaci. W sumie się nie dziwię. Osiągają sukcesy, mają szczęśliwe i bogate życia, więc po co cokolwiek rozpamiętywać?

Dlaczego miałbym nie czuć radości mając powyższe rzeczy? W końcu to cele, to paliwa tego społeczeństwa. Trwamy właściwie tylko dla monet tłoczonych przez nas samych do własnego krwioobiegu.

Czasami mam wątpliwości czy dobrze żyję. Pracuję w korpo, ale nie jestem przesadnie ambitny. W zasadzie w ogóle nie jestem, choć wiem, że powinienem. Nie marzę o drogich rzeczach, nie kupuję prawie wcale. Nie chcę podróżować po świecie, nie chcę dokonywać niczego wielkiego. Czasami gubię się w obowiązkach faceta, zapominam o coś zadbać, choć jako posiadacz penisa wiem, że muszę. Przez to, chwilę przed zaśnięciem zastanawiam się czy aby nie trzeba w końcu życiowo się ogarnąć i zacząć know how (hehehe).

Wstaję jednak rano i wiem, że ja jestem dorosły. Jestem tak dorosły jak chcę i jak mi się podoba. Wydurniam się, czasami bywam nieodpowiedzialny i nierozsądny. Lenię się w robocie, unikam obowiązków, bo wolę pooglądać Kwejka. Niekiedy unikam szansy na rozwój, bo nie chce mi się ruszyć tyłka. Zamiast tańczyć na weselu oglądam relację z finału Ligi Mistrzów (w ogóle jakim ignorantem trzeba być żeby robić imprezę w dzień ogólnoświatowego święta). Bardziej od notowań giełdowych interesują mnie ceny gier na Steam. Po prostu od czasu do czasu nieco przegrywam życie.

Wiecie co? Dobrze mi z tym. Już nie nienawidzę siebie i lubię swoje życie. Ponoszę klęski w bitwach, ale co z tego skoro wojny i tak przegrać nie mogę? Bowiem zawsze będę widział węża pożerającego słonia a nie jakiś tam kapelusz.

Zostanę dzieckiem. Takim dużym i brodatym, ale wara od moich Lego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *