Prayer of the Refugee

Nastały takie czasy, że nawet najmniej istotne informacje otrzymują status hot newsów. Jak na pewno wiecie, ksiądz Krzysztof Charamsa przyznał się do bycia gejem. Kościół w szoku, opinia publiczna zmasakrowana, obrońcy moralności na kolanach. Ale pomyślmy tak rozsądnie, co w tym takiego strasznego?

Pytanie pierwsze: Czy katolicy naprawdę są tak daleko od rzeczywistości by myśleć, iż w Kościele nie ma homoseksualistów?

Jeden chłop przyznał się, że kocha Boga a jedynie w wolnym czasie lubi posunąć innego faceta i wszystkim odpieprza. Pomyślcie, ilu księży ma na sumieniu tego typu grzechy, ale się nie ujawnia i robi swoje potajemnie? Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, ale idiotą trzeba być, by po setce afer z udziałem kapłanów i chłopców nie przyjmować do wiadomości, że wśród kleru są geje. Taka afera o coś co jest oczywiste…

Pytanie drugie: Co jest głupsze – uprawianie seksu z tą samą płcią czy nie uprawianie go w ogóle?

Nie jestem fanem homoseksualistów, denerwuje mnie nie tyle ich orientacja, lecz bezkrytyczna i nachalna agitacja. Z seksu dwóch facetów dzieci nie będzie, więc biologicznie taki związek normalny nie jest. Z drugiej strony celibat jest idiotyczny zarówno naukowo jak i zdroworozsądkowo. Już ignorując co i komu księża obiecują, świadome odrzucanie przyjemności jest po prostu głupie. Bóg bardziej ich pokocha, bo nie dotykają kobiet i rezygnują z tacierzyństwa? Chciałbym uwierzyć, ale wyznaję prostą zasadę – jeśli najwyższy istnieje, to jest rozsądny i nie wymyśla posranych zasad dla własnego widzimisię. Duszpasterz wracający po pracy do kochającej partnerki i dzieci byłby gorszy niż ten przywiązujący sobie ręce do kaloryfera byle tylko nie smyrnąć się po jajach?

Pytanie trzecie: Może cała sytuacja to tylko piękna zagrywka medialna?

Bycie gejem jest w tej chwili bardzo opłacalne. A kapłan pedał to już w ogóle idealny kandydat na showmana. Wcale bym się nie zdziwił gdyby ksiądz Krzysztof siedział teraz w swoim pokoju i śmiał się ze wszystkich wielce oburzonych. Trochę pogadanek, trochę wstydu i fejm na całe życie. Sam bym tego lepiej nie wymyślił.

Pytanie czwarte: Czy ludzie nie wiedzą, że życie opiera się na kłamstwie?

Duchowny kłamał. Hm… Rozumiem, że niektórzy mogą sobie trwać w wyimaginowanym świecie fantazji, ale jak można nie zauważyć, że kontrolowana obłuda stanowi jeden z filarów naszego życia? Politycy obiecują, że podniosą nam wypłaty o 3000 zł jeśli oddamy na nich głos. Policjanci twierdzą, że robią wszystko co w ich mocy by odszukać nasz skradziony samochód. Telemarketerzy dobierają nam najlepsze, indywidualne oferty. Ludzie mówią to co muszą, wypełniają rozkazy a my to po cichu akceptujemy. Ksiądz skłamał i raban na całego. Kto tu jest obłudny ja się pytam?

Pytanie piąte: Co to kogo obchodzi?

Wszystko fajnie, jest show, jest burdel w szeregach kleru, ale jakie to ma znaczenie dla ludzkości? No żadne. Osobiście poruszył mnie jeden fakt – sam zainteresowany otwarcie przyznał, iż po swoim ujawnieniu jest szczęśliwy i czuje się lepiej. Ze mnie to taki Dobry Ziomek Frustrat, bez typowo narodowej spiny cieszę się cudzym szczęściem. Mnie postawa księdza nie denerwuje i nie rani. Więcej, myślę, że przed laty popełnił on głupotę przyrzekając coś czego nie rozumiał i przez to cierpiał w milczeniu, wiedząc, że niewielu zrozumie jego położenie. Dlatego jestem rad, że facet zrzucił ciężar z serca i może napawać się resztą swego bytu kochając kogo chce a nie kogo mu każą.

Nie doświadczyłem co prawda niczego niesamowitego ze strony religii, ale jestem w stanie uwierzyć, że człowiek może być szczerze radosny miłując drugiego człowieka. Co do bóstwa mam wątpliwości, lecz jeżeli ktoś ma inne odczucia, ja to szanuję i nawet lubię. Bądźcie szczęśliwi ludzie, niezależnie czy przed ołtarzem czy w łóżku.

Tylko nie krzywdźcie innych.