Dorosłe dzieci

Zawsze miałem problemy z dorosłością. Fajnie by było przez całe życie pozostać dzieckiem, takim sześcioletnim. Niestety, trzeba kiedyś odejść od dawnych nawyków i stać się mężczyzną. U mnie ten proces zaczął się gdy wyjechałem na studia. Oczywiście wcześniej też byłem facetem ale bardzo mało wiedziałem o realiach w jakich przyszło mi bytować. Dlatego szybko przekonałem się, że dorosłość totalnie ssie. Oto przykłady:

1. To się kupuje?

Zdarza się, że czasami muszę umyć głowę. Nigdy nie zwracałem uwagi na to jakiego szamponu używałem, po prostu brałem co stało. Problem w tym, że w nowym mieszkaniu nic nie stało… To był dla mnie niemały szok. Uświadomiłem sobie, że takie coś jak szampon trzeba kupić i do tej pory robił to ktoś inny. Cóż, z brudnymi kudłami udałem się do sklepu po Head & Shoulders bo to przecież najlepszy szampon. Gdy spojrzałem na ceny okazało się że miętowy Familijny w zupełności wystarczy.

2. Prysznic – robisz to źle.

W domu nigdy nie miałem prysznica, jedynie wannę wyposażoną w baterię ze słuchawką. Jako, że nikt z rodziny nie zwracał uwagi na jakość baterii był to najprostszy sprzęt wymieniany jeśli skamieniał na dobre. Gdy brałem pierwszy prysznic w prawdziwej kabinie zainteresowała mnie regulacja strumienia wody. Oczywiście naszła mnie ochota by spróbować czegoś nowego w sprawach higieny i ustawiłem sobie wąski, ostry bicz wodny. Nie pomyślałem jednak by unikać celowania słuchawką w klejnoty. Boli, uwierzcie.

3. Bez pracy nie ma kołaczy

Jako, że rodzina ma nigdy zamożna nie była (i raczej nie będzie) musiałem podczas studiów poszukać dodatkowego źródła dochodu. Przekonałem się więc, że ogłoszenia o pracy piszą idioci na zlecenie kretynów kierowanych przez debili. Iluż niepotrzebnych rozmów mógłbym uniknąć gdyby precyzowano takie określenia jak: atrakcyjne wynagrodzenie (zwykle 6 zł na godzinę), premie uzależnione od wyników pracy (świetny temat do programu Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie) czy praca idealna dla studentów (możesz spokojnie zapieprzać na umowie śmieciowej). Wiadomo jak u nas z zatrudnieniem więc wybrzydzać nie mogłem lecz i tak trafiłem całkiem nieźle.

4. Nie ma czasu

W końcu zrozumiałem, że do szczęścia nigdy nie była mi potrzebna praca lecz pieniądze. Jestem tak dziwnie skonstruowany, że każda robota w końcu mnie męczy i już dziś chętnie przeszedłbym na emerytura. Absolutnie nie obchodzi mnie samorealizacja pod hasłem wypruwaj żyły dla korpo. Toteż strasznie brakowało mi czasu na codzienne pierdoły ani trochę nie zbliżające mego nędznego żywota w kierunku zostania prezydentem. Nie zdradzę wam jakich bo nie wypada dorosłemu mężczyźnie o tym mówić – prawdziwy facet nie trwoni czasu tylko wciąż się rozwija. Jak już uda mi się zbałamucić jakąś dziewoję i przestanę martwić się o przedłużenie mej jakże zacnej linii genetycznej bez wahania zdradzę co tak naprawdę mógłbym robić przez całe życie. Nie jest to nic ambitnego niestety.

5. A komu to potrzebne?

Radzę sobie bez rzeczy niezbędnych w moim domu rodzinnym. Nie mam żelazka i nie prasuję ubrań. One przecież same się rozprostują w czasie noszenia. Nie posiadam telewizora, choć wbrew pozorom stać mnie na jego zakup. Po prostu bezsensowne jest wydawanie pieniędzy na chłam pokazywany na antenie. Mikrofalówki także nie kupiłem, jak coś trzeba to podgrzeję w piekarniku choć zwykle nie chce mi się robić jedzenia na ciepło (poza tym, patrz następny punkt).

6. Gotuj z Frustratem

Od kiedy jestem poza domem może raz czy dwa jadłem porządny, swojski obiad. Moje zdolności kulinarne są dość mierne. Oto przed wami facet, któremu podczas pieczenia ciasta udało się poparzyć… ucho (pochylałem się by sprawdzić jak rośnie mój wypiek i dotknąłem rozgrzanej rączki od rondla). Poza tym, kiedyś na święta miałem za zadanie upiec murzynka – możecie wierzyć lub nie ale wyszedł biały. Podejrzewam, że byłoby lepiej jakbym dodał kakao…

7. Na ostrzu noża

Od kilku lat chcę sobie kupić osełkę lecz z moją pamięcią jest strasznie kiepsko i wciąż nie mam czym ostrzyć noży. Próbowałem użyć zastępczo różnych przedmiotów – ściany, drugiego noża, zwykłego kamienia czy też schodów za komuny zbudowanych. Najlepiej wypadają te ostatnie lecz sąsiedzi jakoś dziwnie się później patrzą.

8. Czyścioch

Czasami brakuje mi mamy…

Wtedy sprzątam w pokoju i już mi przechodzi. Posiadam niesamowity dar do bałaganienia, szczególny problem mam z brudnymi skarpetami, pustymi butelkami po napojach i kubkami z zaschniętymi fusami. Naprawdę chciałbym ogarniać wszystko na bieżąco ale ciało mózgu nie słucha i odstawiam rzeczy gdziekolwiek by posprzątać je dopiero gdy drobnoustroje na brudnym naczyniu zaczynają budować pierwsze świątynie.

9. Samotność taka straszna

Żeby nie było niedomówień – ja bardzo lubię przebywać w swoim towarzystwie. Nie poznałem jeszcze takiej osoby (i nie sądzę by było mi to dane), z którą chciałbym spotkać się w piątkowy wieczór poświęcając tym samym dobrą grę i kilka butelek piwa. Fakt faktem czuję się samotny bo nie mam w nowym miejscu zamieszkania prawdziwego kumpla co by z nim pogadać o pierdołach, pośmiać się, powygłupiać. Ludzie są za bardzo dojrzali jak dla mnie albo to ja nie mogę trafić na odpowiednią osobę.

Oczywiście dorosłość ma też swoje zalety lecz aby je poznać trzeba być ogarniętym życiowo. Dla mnie póki co dostęp do używek to największy plus posiadania dowodu.