Brainstorm

Zimno tu trochę. Ciekawe jaką mam teraz temperaturę w dupie… Pewnie z -5. Nie, niemożliwe, przecież jestem stałocieplny. A kto nie jest? Wąż nie jest. W ogóle wąż to pojebany jest. Tak bez nóg śmiga i do tego wszystko wpierdala bez gryzienia. Ciekawe co ja mogę zjeść bez gryzienia. Zupę! Ale bym zjadł zupę, pomidorową taką…

– Za 5 minut oddajemy karteczki!

– Co kurwa?!

Kto choć raz nie miał takiej sytuacji niech pierwszy rzuci kamieniem. Ważny egzamin, matura, kolokwium. Uczyłeś się cały tydzień, miesiąc, całe życie. Nic tylko brać długopis i pisać. Taa… wytłumacz to swojemu mózgowi, który akurat w tak ważnych momentach zacznie zastanawiać się nad najlepszym sposobem jedzenia Delicji.

Niewątpliwie mamy szczęście że posiadamy tak rozwinięte mózgi. Możemy myśleć abstrakcyjnie i w ogóle, jednak gdyby ten organ nie był aż tak nieprzewidywalny, pewnie już dawno teleportem podróżowalibyśmy do roboty zamiast męczyć się w tramwajach. Ja w ogóle jestem pełen podziwu dla największych umysłów tego świata, że potrafili oni wynaleźć coś nowego przy takim chujku jak nasza kora mózgowa. Osobiście nie mogę skupić się na prostym wykonywaniu obowiązków w pracy i zamiast przez chociaż 6 godzin robić jak na normalnego człowieka przystało, potrafię długimi minutami patrzeć na ekran i klikać rzeczy nie mając bladego pojęcia co robię.

 

Fajna laska tam stoi. Trochę zasłonięte cycki, ale założę się, że jakby machnęła biustem to by niejednemu ryj urwała. To jej dzieci? To nie dziwne, że ma takie balony. Mi tam macierzyństwo nie przeszkadza, rwałbym jak Reksio szynkę. Ale usta to ma chyba robione. Albo obciągnięte pały liczy w kilometrach.

Módlmy się!

– Co? Czekaj… AMEN!

Nadal stoisz sobie w tym kościele, lecz zastanawiasz się jak można zarezerwować najlepszą miejscówkę w piekle. Patrzysz z nadzieją na ikonę Jezusa chcąc przeprosić za swoje zachowanie, ale Chrystus nie spogląda na ciebie łaskawym wzrokiem tylko wygląda mniej więcej tak:

Nie przeprosisz, nie wytłumaczysz się. Co niby powiesz? To nie ja, to mój mózg? Nie da rady, w końcu to Ty jesteś właśnie w tym mózgu i to Ty nie potrafisz zachować się w świątyni.

Czy aby na pewno? Bo mi się czasami wydaję, że ludzie zupełnie nie ogarniają działania naszego mózgu. Coś tam popisali w książkach o neuronach i płatach, niby przeprowadzają operacje neurochirurgiczne, ale tak naprawdę nie mają pojęcia co robią. W jaki sposób mają wiedzieć jeśli my sami siebie nie rozumiemy? Kto nigdy nie zapomniał, co oglądał przed nadejściem reklam chociaż twardo wpatrywał się w ekran telewizora przez dobrą godzinę? Kto nie zapomniał jak się mówi po polsku, gdy ktoś nagle zapytał nas o godzinę na ulicy?

Podejrzewam, że jestem przeciętnie inteligentnym człowiekiem. Umiem grać w szachy, potrafię rozwiązywać równania z jedną niewiadomą, ale też nie mam pojęcia jak uszyć sweter czy upiec babę ziemniaczaną. Średnio, ale można z niemałym przekonaniem powiedzieć, że mój mózg nieźle ogarnia temat. Tak? To pozwólcie, że podzielę się z wami moimi ostatnimi przygodami.

  1. Wyszedłem ze sklepu z reklamówką pełną zakupów w prawej dłoni. Chcąc być bardziej gangsta, lewą rękę trzymałem w kieszeni. Nagle, po zrobieniu kilku kroków poślizgnąłem się. Zrozumiałem, że nie ustoję więc mój mózg zaczął wydawać rozkazy. Coś jednak nie zatrybiło, bo ten zamiast ratować ciało, które go dźwiga uznał, że znacznie cenniejsza jest sałatka z kurczakiem znajdująca się w torbie. Choć powinienem puścić pakunek, postanowiłem unieść rękę w rozpaczliwej próbie ratowania dobytku, Na szczęście, jest jeszcze druga, wolna dłoń! Niestety, tu zaszedł jakiś niespodziewany error i mózg zapomniał jak wydostaje się palce z kieszeni. Próbował, to prawda, ale nagle dłoń w magiczny sposób zaplątała się o nicość. Tym sposobem wylądowałem na dupie unosząc rękę niczym Statua Wolności.

  2. Siedzę sobie przy komputerze, robię jakieś niesamowite rzeczy (czyli pewnie oglądam memy) i nagle znajduję się w kuchni, Jak? Kiedy? Po co? Nie mam pojęcia, ale stoję i patrzę na kran. Kapie. Woda z niego kapie. Patrzę nadal. Kap, kap, kap. Po krótkiej przerwie na mrugnięcie wracam do obserwowania kranu. No nic, co będę tak stał. Wracam do pokoju, rozsiadam się na fotelu, przykrywam kocykiem i przypominam sobie, że miałem dokręcić kran, bo mnie kapanie wkurwia.

  3. Końcówka dnia. Idę do łazienki w celu zmycia z ciała trudów całej doby. Rozbieram się grzecznie i ciuchy kulturalnie wrzucam do kosza na pranie. W końcu docieram do skarpetek, ściągam je, zgniatam w dłoni i ciskam do… sedesu. Kultura musi być, więc po wszystkim opuszczam klapę. Odwracam się, zmierzam w kierunku prysznica i… STOP! Co tu się właśnie odjebało? Zaglądam do klopa i tak jak się spodziewał, skarpetki toną w kiblowej wodzie. To był ten dzień gdy zrozumiałem, że jestem debilem.

  4. Tu miała być kolejna historyjka, lecz zgadnijcie co się wydarzyło. Oczywiście, zapomniałem co miałem opowiedzieć.

Tak dużo się mówi o sztucznej inteligencji. Jedni chwalą się niesamowitymi osiągnięciami maszyn, drudzy boją się, iż roboty nabędą ludzką naturę i nas zniszczą. Ja wam powiem, że jeśli sztuczna inteligencja nie będzie co jakiś czas zapominać jak się chodzi upadając przez to na prostej drodze, to nie będzie to żadna sztuczna inteligencja tylko zwykła maszyna. My jesteśmy jedyni i niepowtarzalni w tym naszym kretynizmie.