Stary człowiek i gra

Ludzie mają wiele pasji i zainteresowań, milion jest sposobów na spędzanie wolnego czasu. Niektóre hobby są bardziej a niektóre mnie poważane, niektóre nie pasują kobietom,  niektóre mężczyznom a czasami są niestosowne jeżeli chodzi o wiek. Chciałbym poruszyć temat jednej z najdynamiczniej rozwijających się form rozrywki pozostającej wciąż częstym obiektem kpin i docinek. Chodzi mianowicie o gry komputerowe.

O ile młodsze pokolenie, w większości nie ma problemu ze zrozumieniem teraźniejszego sensu gier o tyle osoby starsze wciąż postrzegają je jako dziecinadę. Używając sformułowania „osoby starsze” nie mam na myśli emerytów lecz osoby względnie życiowo niedoświadczone, nawet od 25 lat. Wielu ludzi, nie znając zupełnie tematu kojarzy gry ze starymi produkcjami typu Pong, Tetris ewentualnie Mario. Gdzieś się skacze, coś się zbija i macha bez sensu dżojstikiem co jest  równoznaczne z zupełną stratą czasu. Niestety, osoby w tej kwestii ograniczone i nie chcące za nic zmienić swego myślenia uznają spędzanie czasu przed ulubioną grą za zajęcie dla zdziecinniałych lamusów. Rozrywka to niegodna prawdziwego faceta a już na pewno nie poważnej damy. A przecież dzisiejsze gry to zupełnie odrębny świat, inna rzeczywistość a gracze to osobna subkultura nie składająca się tylko z łysiejących okularników z aparacikami na zębach, ustrojonych we flanelowe koszule.

Dziś w pracy, gdy dyskutowałem ze znajomym na temat gier, omawiając pozycje, w które było nam dane zagrać ostatnio, do rozmowy przyłączyła się koleżanka. Odniosła się do nas z niemałą pogardą dając jednoznacznie do zrozumienia, że uważała nas za poważniejszych ludzi, którym nie w smak jest tak prymitywne hobby. Nie dało się jej w żaden sposób przegadać. Zdenerwowała mnie solidnie lecz gdy zapytana o swoje ulubione formy rozrywki wskazała filmy oraz książki to zachciało mi się śmiać.

Do wszystkich sceptyków – gry rozwinęły się przez ostatnie kilkadziesiąt lat, nie przypominają już tych z Pegasusa, a jeżeli nawet to wyposażono je w znacznie bardziej zaawansowane mechanizmy i nadano rozbudowane fabuły. Moim zdaniem, produkcje na komputery i konsole w pełni mogą konkurować z filmami jak i książkami, w wielu aspektach nawet je przewyższają. Daleki jestem do porównywania Kamieni na szaniec z Battelfieldem czy Silent Hill z Lśnieniem lecz niewątpliwie wymienione przeze mnie gry mają w pewnej kwestii przewagę nad dziełami pisanymi. Jest to chociażby możliwość realnego uczestnictwa w wydarzeniach przedstawionych przez twórców, kierowanie losami głównego bohatera, kreowanie jego postaci i jeszcze dokładniejsze identyfikowanie się z nim. Bezsprzecznie jest to w jakimś stopniu możliwe w kinie i bibliotece lecz mnie osobiście zawsze brakowało możliwości decydowania o tym co ma się w danej chwili wydarzyć. Gry nie dają jeszcze całkowitej wolności lecz w dużej mierze pozwalają nam wrzucić siebie do wirtualnego świata. Mówię tu o naprawdę rozbudowanych produkcjach, jak chociażby serie The Elder Scrolls czy Fallout. Zupełnym ewenementem są gry gdzie osobiste decyzje mają olbrzymie znaczenie dla naszej postaci, napotkanych w toku gry towarzyszy jak i całego, wirtualnego świata. Możemy tu wziąć za przykład The Walking Dead gdzie nawet wypowiedziane przez nas słowa są istotnym elementem determinującym przebieg historii i jej zakończenie. Ponadto, czytając książkę czy oglądając film to dana postać literacka czy też dany aktor są osobami, których losy śledzimy. W grach jest inaczej, często główny bohater jest wykreowany przez programistów lecz to my nim sterujemy, by stawiamy kroki, strzelamy, rozmawiamy, budujemy, niszczymy.

Jeszcze inną kwestią odróżniającą dzisiejsze gry od tych sprzed kilku lat jest bardzo rozwinięta warstwa audiowizualna. Wiele gier daje nam możliwość wstąpienia w ogromny, piękny świat dalece różny od płaskich lokacji z pierwszych platformówek. Nie biegamy już po zamkniętych lochach lecz eksplorujemy ogromne lokacje bogate w coraz realniej prezentujące się elementy fauny i flory. Wszystko to otoczone jest rozbudowaną warstwą muzyczną, starannie dobranymi dźwiękami w niczym nie przypominającymi „pikania” charakterystycznego dla wiekowych produkcji, z którymi wielu ludzi kojarzy wszystkie gry.

Dlatego też denerwuje mnie gdy ktoś zupełnie nieobeznany w temacie zarzuca mi, że mam prymitywne i dziecinne sposoby na spędzanie wolnego czasu. Szkoda mi trochę tych osób bo przez swoją ignorancję nigdy nie poznają świetnych produkcji – nie wzruszą się przy To The Moon, nie przestraszą przy Silent Hill, nie doświadczą choć namiastki wojny z Call of Duty czy nie odkryją ogromnego świata Skyrim. I jeżeli grając w te pozycje jestem  niedojrzały to chrzanię waszą dorosłość.