Smells Like Teen Spirit

Zastanawia mnie, dlaczego ludzie tak bagatelizują znaczenie zmysłu węchu? Większość z nas nie stawia nosa na równi z oczami, uszami czy ustami. Ogromny błąd. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo nasze życie sterowane jest przez zapachy. Dzięki nim napotykamy sytuacje miłe, żenujące lub nawet podniecające.

Jakiś czas temu, wsiadając do windy spotkałem się z przykrą niespodzianką. Co prawda, dźwig był pusty, lecz osoba, która korzystała z niego ostatnio chyba miała jakieś problemy żołądkowe, bo wskazówka mojego pierdometru wyskakiwała poza skalę. Chcąc nie chcąc, wpakowałem się do windy kalkulując, że sześć pięter spokojnie zjadę bez oddychania. Niestety, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, zatrzymałem się na poziomie drugim i od tego momentu wraz ze mną jechały dwie, względnie atrakcyjne panie. Ich miny, gdy poczuły, iż wkraczają do komory gazowej – bezcenne. Obrzydzenie, niesmak i pogarda w jednym. Oczywiście nienawistne spojrzenia skierowały w moją stronę. Zawstydziłem się jedynie. Choć byłem niewinny, tłumaczenie nie miało sensu. Co miałem powiedzieć? „To nie ja, już tak było gdy wszedłem!”? Zresztą, jak miałem wybąkać choć słowo bez nabierania powietrza?

Jakież zakłopotanie może wywołać poczciwy odór… To jednak nie jest najstraszniejszy nosowy problem, z którym możemy się spotkać. Gorzej, gdy nieprzyjemny zapach roznosimy my. Każdemu przecież zdarzało się śmierdzieć. Nie musi to świadczyć o problemach z higieną! Można wdepnąć w gówno, puścić niespodziewanego cichacza, niedokładnie posmarować pachy antyperspirantem lub zjedzony wczoraj kawałek kiełbasy może zechcieć zakomunikować światu o swoim niepełnym strawieniu poprzez soczyste beknięcie. Najbardziej kłopotliwe są momenty, gdy nie jesteśmy pewni czy to my walimy jak obora czy może ktoś inny. Dyskretne potarcie nosem o rękaw, by sprawdzić stan odzieży? Udawane wiązanie butów, by obwąchać podeszwy i skarpety? Zmartwiona poza z obowiązkowym zasłonięciem ust dłońmi, by ocenić skuteczność pasty do zębów? Spokojnie stary, wszyscy czasami mamy wątpliwości.

Wydawać by się mogło, że to kobiety – te bardziej estetycznie wrażliwe istoty – zwracają większą uwagę na zapach. Pomyłka. Dla pań woń to dodatek, ozdoba, coś czym można się wyróżniać. Panowie wkładają wiele trudu, by pozostać bezwonnymi. Nie chcę wyjawić sekretów płci brzydszej, lecz wiedzcie dziewczyny, iż wasi partnerzy obwąchują naprawdę dziwne rzeczy. Oczywiście głównie odzież. Dla faceta ubieranie się to codzienna walka,.

Trzeba wziąć jakąś koszulkę. Ta przedwczorajsza jeszcze jest chyba dobra. Shit, trochę poplamiona na przodzie. Ale w pracy nie będę zdejmował bluzy. To jeszcze zapach. Niuch. Lewa pacha ok. Niuch. Prawa ujdzie w tłoku.

Cholera, po robocie umówiłem się z Agnieszką. Może trzeba będzie się rozebrać. Majtki jeszcze sprawdzę. Niuch, niuch. W sumie nie ma tragedii, ale wezmę świeże, niech wie, że mi na niej zależy. Kurde, ta plama na koszulce… E tam, jak będę się rozbierał to zdejmę bluzę razem z T-shirtem, że niby taki macho.

Z zapachami wiąże się jeszcze jedna, ciekawa zależność – w naszych mózgach siedzą jakieś małe żyjątka, które przy kontakcie z określonym stanem powietrza uruchamiają wyuczone, nielogiczne reakcje. Tak dla przykładu, gdy byłem jeszcze w podstawówce dostałem solidnego rozstroju żołądka. Wymiotowałem jak kot. Pech chciał, że w tym samym czasie babcia gotowała buraki roznosząc ich fetor po całym mieszkaniu. Mój mózg skojarzył zapach z czynnością i od tej pory, gdy czuję gotowane buraki z trudem powstrzymuję się przed puszczeniem pawia. Podobnie sprawa wygląda w przypadku kiblowych odświeżaczy powietrza. Niby mieszanki w nich zastosowane mają imitować morską bryzę, bez, sosnę i inne takie, lecz przez obcowanie z ogromną liczbą łazienek, przerobiliśmy już praktycznie wszystkie zapachy. Tym samym, mały tip – chcecie wkurzyć ludzi? Idźcie do supermarketu i pryskajcie odświeżaczami. Zaraz wszyscy polecą do ubikacji, bo się szczać zechce.

Oczywiście wrażenia węchowe, to nie tylko te okropne doświadczenia. W końcu wonie można też kojarzyć pozytywnie. Niby istnienie ludzkich feromonów nie zostało udowodnione, ale wszyscy wiemy, że są pewne osobniki, które dobrze pachną. Na pewno każdy z was kiedyś marzył by znów poczuć zapach skóry wybranka. Co się pojawia najpierw – ta potrzeba czy zakochanie? Cholera wie. W każdym razie, skrzyżowanie aromatycznych wydzielin określonego człowieka pozwala uznawać go za atrakcyjnego. Choć wizualnie wcale nie musi być wybitny! Pamiętacie może perfumy, których używał wasz ekspartner? To dopiero skurwielstwo! Podświadomie uznajemy ich zapach za wręcz perfekcyjny, lecz, gdy ktoś spryska się tymże kosmetykiem i siądzie koło nas w autobusie odkrywamy w sobie instynkt mordercy. Dodatkowo, przed oczami staje szczęśliwa miłość sprzed lat, empetrójka zapodaje „Someone Like You” (choć nigdy nie było tej piosenki na liście) a za oknem zaczyna siąpić deszcz. Cry bitch!

Na zakończenie, odkrycie amerykańskich naukowców. Jest to fragment artykułu traktującego o rozpoznawaniu przez mężczyzn dni płodnych u kobiet:

Kluczem do tej zagadki jest zapach kobiety – przekonują naukowcy z Florida State University. Przeprowadzili eksperyment, podczas którego ochotniczki przez trzy noce z rzędu nosiły te same T-shirty w różnych momentach cyklu. Panowie zapytani o to, który podkoszulek najbardziej im przypadł do gustu, wybierali te z fazy płodnej. Badacze na tym nie poprzestali i potwierdzili wyniki metodą obiektywną: zmierzyli poziom testosteronu w ślinie przed i po wąchaniu T-shirtów. Okazało się, że jego zwiększona ilość bezbłędnie wskazała podkoszulki noszone w fazie płodnej.

Ulżyło mi. Zawsze myślałem, że ze mną jest coś nie tak, bo wącham T-shirty koleżanek.

Żartuję, nie niucham damskich koszulek.

Wącham majtki, wolę mieć pewność.